„Rozwijanie charakteru” według Towarzystwa Strażnica

Autor: Włodzimierz Bednarski

„Rozwijanie charakteru” według Towarzystwa Strażnica

   Na początku zaznaczamy, że w artykule tym zamieszczamy (prócz wprowadzenia) dwa rozdziały, w których zauważymy, iż wpierw „rozwijanie charakteru” w Towarzystwie Strażnica łączono z Biblią i Jezusem, a później z Babilonem i szatanem. Oto ich tytuły:

   Propagowanie „rozwijania charakteru”;

   Zwalczanie „rozwijania charakteru”.

 

   Towarzystwo Strażnica w swych początkach kładło nacisk na „rozwijanie charakteru” swych członków. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że po jakimś czasie (od 1926 r.) rozpoczęło ono zwalczanie (!) tego, o czym wcześniej uczyło. Jak zauważymy, owo potępianie „rozwijania charakteru” ukierunkowane było przeciw innym badaczom Pisma Świętego, którzy opuścili Towarzystwo Strażnica za czasów prezesa J. F. Rutherforda (zm. 1942), ale także i przeciwko swoim wyznawcom oraz księżom. Ci wspomniani ‘odstępcy’ nauczali nadal podobnie jak C. T. Russell (zm. 1916), poprzedni prezes tej organizacji. Czyżby więc rezygnacja z rozwoju charakteru była podyktowana chęcią odróżnienia się od rozłamowców? Jeśli tak, to czy warto było z takiego powodu ‘hamować’ kształtowanie charakteru swoich głosicieli? Tym bardziej, że to zemściło się, jak samo Towarzystwo Strażnica podaje:

„Przez jakieś 40 lat Badacze Pisma Świętego podkreślali znaczenie pracy nad pielęgnowaniem właściwej osobowości chrześcijańskiej, której doskonalenie nazywali »budowaniem charakteru«. Sprawę tę akcentowano tak silnie ze względu na zaniedbanie jej w nominalnym chrześcijaństwie. Owszem, chrześcijanie mieli również dawać świadectwo prawdzie, opowiadając drugim o zamierzeniach Bożych, ale to zadanie uchodziło mniej lub bardziej za drugorzędne. Później, gdy lud Boży uświadomił sobie wagę imienia Jehowy oraz fakt, że ma świadczyć na rzecz tego imienia i Królestwa, zaczęto kłaść na to szczególny nacisk, skutkiem czego mniej uwagi poświęcano kształtowaniu osobowości wzorowanej na Chrystusie” (Strażnica Rok CIII [1982] Nr 18 s. 21-22).

 

   Później, od 1946 roku, a szczególnie od 1952 roku, znów zaczęto prostować „charaktery” Świadków Jehowy wprowadzając karę wykluczenia za niemoralne prowadzenie się. Okazało się bowiem, że głoszenie o Królestwie to nie wszystko, jeśli ktoś nieodpowiednio zachowuje się w życiu osobistym, nie wyrabiając sobie charakteru. Oto wspomnienia o tych faktach:

   „Zwłaszcza od roku 1946 lud Pański zaczął przykładać większą niż dawniej wagę do osobistej czystości moralnej swoich członków (2 Kor. 7:1). W roku 1952 wprowadzono opartą na Biblii metodę formalnego wykluczania grzeszników ze społeczności zborowej. Kto popełnił ciężkie wykroczenie, takie jak cudzołóstwo i nierząd, a przy tym nie okazywał skruchy, tego usuwano ze zboru (1 Kor. 5:11-13). Organizacja Boża nie tolerowała odtąd nikogo, komu nie zależało na pozostawaniu niesplamionym, czystym i bez skazy w oczach Jehowy” (Strażnica Rok XCVII [1976] Nr 21 s. 11).

 

   Niedawno Towarzystwo Strażnica przypomniało w jednym z podręczników swoją dawną zmianę zapatrywań, o której wspomniano też krótko w skorowidzu w podrozdziale Kształtowanie się wierzeń:

   „1926, (…) rozwijanie charakteru…” („Skorowidz do publikacji Towarzystwa Strażnica 1986-2000” 2003 s. 95).

 

Oto teksty, do których odsyła nas cytowany skorowidz:

„Coraz więcej Badaczy Pisma Świętego bez reszty poświęcało się służbie dla Boga. Wszystkie swe umiejętności, dobra materialne i siły oddawali na spełnianie Jego woli. Ale znaleźli się i tacy, dla których najważniejsze było kształtowanie - jak to nazywali - chrześcijańskiego charakteru, aby mogli się nadawać do współudziału z Chrystusem w Królestwie. Wprawdzie brat Russell często mówił, że na każdym prawdziwym chrześcijaninie spoczywa obowiązek dawania innym świadectwa o Królestwie Bożym, ale po pierwszej wojnie światowej położono na to jeszcze większy nacisk. Dobitnym przykładem jest artykuł »Charakter czy przymierze«, opublikowany w Strażnicy z 1 maja 1926 roku. Otwarcie omówiono w nim zgubne skutki tak zwanego rozwijania charakteru, po czym uwypuklono znaczenie spełniania obowiązków wobec Boga przez uczynki” („Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 292);

 

   „„Charakter czy przymierze”? Już od samego początku Badacze Pisma Świętego otrzymywali zdrowe rady biblijne wskazujące na potrzebę wzorowania się na Chrystusie, jednak część z nich przykładała w tamtych czasach tak dużą wagę do - jak to nazywali - »rozwijania charakteru«, że pewne aspekty prawdziwego chrystianizmu schodziły na dalszy plan. Niektórzy najwyraźniej doszli do wniosku, iż zapewnią sobie wstęp do nieba dzięki miłemu obejściu - to znaczy, gdy zawsze będą się wydawać życzliwi i dobrzy, mówić łagodnie, wystrzegać się wszelkich przejawów gniewu i codziennie czytać Pismo Święte. Zapomnieli jednak, że Chrystus zlecił swym uczniom wykonanie pewnego dzieła. Kwestię tę jasno przedstawiono w artykule »Charakter czy przymierze«, zamieszczonym w Strażnicy z 1 maja 1926 roku. Powiedziano w nim, że starania o ukształtowanie jeszcze za życia w ciele »doskonałego charakteru« doprowadziły jednych do zniechęcenia i rezygnacji, w drugich zaś wzbudziły mniemanie, iż są lepsi od innych, wskutek czego nietrudno im było stracić z oczu wartość ofiary Chrystusa. Po uwypukleniu roli wiary w przelaną krew Chrystusa wykazano, że konieczne jest czynienie »tych rzeczy« przez gorliwe uczestniczenie w służbie dla Boga na dowód, iż staramy się zaskarbić sobie Jego uznanie. [przypis: Temat ten omówiono ponownie, choć nieco krócej, w Strażnicy z 15 października 1941 roku, w artykule »Charakter czy niezłomne oddanie?«]” (jw. s. 172-173).

 

   Podobne wspomnienie tej nauki, ale krótsze, zawierają też starsze książki tej organizacji (patrz „Wykwalifikowani do służby kaznodziejskiej” 1957 [ang. 1955] cz. IV, s. 69; „Nowożytna historia świadków Jehowy” 1955 cz. I, s. 79 [ang. Strażnica 01.05 1955 s. 266]).

 

Propagowanie „rozwijania charakteru”

 

   Trzeba tu na początku zaznaczyć, że w sprawie omawianego tematu Towarzystwo Strażnica odwoływało się do Biblii, a konkretnie do tekstu Ga 5:22-23 (patrz „Pojednanie pomiędzy Bogiem i człowiekiem” 1920 [ang. 1899] s. 205; „Nowe Stworzenie” 1919 [ang. 1904] s. 223; „Dokonana Tajemnica” 1925 [ang. 1917] s. 427; por. poniżej cytowana Strażnica Nr 2, 1956 s. 2 [ang. 01.11 1954 s. 658]).

   Jak się wydaje, propagowanie „rozwijania charakteru” miało miejsce już w samych początkach istnienia czasopisma Strażnica. Później, w wydanym w roku 1904 tomie pt. „Nowe Stworzenie” uczono, że pełnia rozwoju charakteru nastąpi w Tysiącleciu:

   „Poświęciliśmy się Panu; - aby kontrolował nami Jego duch miłości; jednak zdaliśmy sobie sprawę, że wskutek naszego upadku brak nam tych pierwiastków charakteru, jakie Ojciec może przyjąć. Ubiegamy się jednak i dążymy do osiągnięcia tego podobieństwa z charakterem Syna – czyli do warunku społeczności z Nim” („Nowe Stworzenie” 1919 [ang. 1904] s. 224);

 

   „Konieczność starania się i przezwyciężania trudności przy budowaniu charakteru, jaką Bóg uzależnił od powołania »zwycięzców« Nowego Stworzenia, ma swoje podobieństwo i w prawach natury. (…) Morał wynikający z tego wskazuje, że walki, jakie człowiek stacza dla chwilowego dobra, przyczyniają się do wyrobienia charakteru (…) W ciągu Tysiąclecia będą oni (»nasienie Abrahamowe«) błogosławić wszystkie rodzaje ziemi, dając najzupełniejszą sposobność osiągnięcia doskonałego charakteru, restytucyi i żywota wiecznego” (jw. s. 231-232).

 

   Russellowi zadano nawet wiele pytań związanych z „rozwojem charakteru”. Oto jedno z nich z 1915 roku, na które też następnie obszernie odpowiedział:

   „Jaka jest najlepsza i najpewniejsza prędka i oparta na Piśmie metoda na rozwój charakteru podobnego do Chrystusowego i Bożego?” („Co kaznodzieja Russell odpowiadał na zadawane jemu liczne pytania” 1947 [ang. 1917] s. 46-47).

 

   W tych latach wiele czasopism i książek poruszało omawiany problem. Oto przykładowe teksty z lat 1898-1926:

   „Ich Król, Mistrz i Nauczyciel pouczył ich, że te małe sprawy codziennego życia mają ścisły związek z wyrabianiem charakteru i że muszą oni wyrobić w sobie posłuszeństwo, pokorę, cierpliwość, miłość i inne cnoty, gdyż inaczej nie nadawaliby się do przyszłej chwalebnej służby, do której zostali powołani” (ang. Strażnica 01.08 1898 s. 2343 [reprint]);

 

   „Mało kto ocenia jak ważną rzeczą jest wyrabianie charakteru, że każdy uczynek a nawet myśl zostawia ślad na jego jestestwie. Każda dobra myśl lub uczynek skłania się i przyczynia do tworzenia dobrego charakteru i sprawiedliwości, zaś każda zła myśl lub uczynek, albo zwodzenie myśli skłonne są do tworzenia i wyrobienia złego charakteru i nieprawości” (ang. Strażnica 01.12 1905 s. 360);

 

   „Charakter należy wyrabiać możliwie jak najprędzej. Po osiągnięciu zaś stopnia charakteru nazwany przez Apostoła ‘kresem’, czyli metą, należy trwać w nim wiernie i nie dać się z niego wytrącić żadnymi przeciwnościami od świata, ciała lub diabła. Różne przeciwności, jakie przychodzą muszą być mężnie znoszone, zanim nagroda może być osiągnięta. Wiele z najzacniejszych charakterów, które choć były przyjemne Panu i użyteczne w Jego służbie, nie osiągnęły jednak tej mety prędzej, aż przeszły przez pewne srogie doświadczenia” (ang. Strażnica 15.08 1912 s. 5081 [reprint]);

 

   „To zbawienie, nazywane też wysokim powołaniem, musi być sprawowane przez wyrabianie charakteru” (ang. Strażnica 01.09 1915 s. 5759 [reprint]);

 

   „Lecz dlaczego Bóg dozwolił na takie srogie prześladowanie? Odpowiedź na to: Bóg doświadcza wierność ku sobie, która jest niezbędną dla naśladowców Jezusa, jak to było potrzebne i dla Jezusa, dla tej samej przyczyny, t.j. dla rozwinięcia i ukształcenia charakteru” („Stworzenie czyli historja biblijna w obrazach” 1914 s. 76);

 

   „Dzieło Kościoła jest w rzeczywistości dokonane. Zapłata oddawana jest na podstawie pracy już dokonanej, na podstawie uczynków rozwoju charakteru i na podstawie naturalnego rozrostu tego rozwoju” („Dokonana Tajemnica” 1925 s. 401);

 

   „Sprawiedliwość, mądrość, miłość i moc, są przymiotami stworzenia. Są to zdolności umysłowe. W tych przymiotach człowiek jest podobny Bogu. Każdy człowiek jest charakterem. (…) Kiedy człowiek jest złym albo dobrym, powiada się o nim, że jest złego albo dobrego charakteru, ponieważ jest złym albo dobrym człowiekiem. Doskonały charakter jest istotą posiadającą wszystkie owe cztery przymioty równe sobie w mierze. Bóg jest doskonałym charakterem” („Wyzwolenie” 1929 [ang. 1926] s. 105);

 

   Wydaje się, że powyższy tekst był już ostatnim, w którym uczono jeszcze o „rozwijaniu charakteru”, podobnego do Bożego. A co nastąpiło później? „Później, gdy lud Boży uświadomił sobie wagę imienia Jehowy oraz fakt, że ma świadczyć na rzecz tego imienia i Królestwa, zaczęto kłaść na to szczególny nacisk, skutkiem czego mniej uwagi poświęcano kształtowaniu osobowości wzorowanej na Chrystusie” (Strażnica Rok CIII [1982] Nr 18 s. 21-22).

 

   Ciekawostką jest jeszcze to, że angielska edycja książki pt. „Harfa Boża” z roku 1921 zawiera określenie „rozwijanie charakteru” (s. 286, par. 482), a w późniejszej wersji z roku 1928 już usunięto te słowa (s. 292, par. 482).

 

Zwalczanie „rozwijania charakteru”

 

   Po roku 1926, gdy odrzucono „rozwijanie charakteru”, Towarzystwo Strażnica stwierdziło, że była to nauka pochodząca od szatana i z Babilonu (!):

   „Szatan zaś zwiódł wielu, którzy myśleli, że są Chrześcijanami, przez skłonienie ich do wierzenia, że Bóg stara się ich dostać do nieba, i że w celu aby się Bogu powiodło w dokonaniu tego, oni muszą sobie rozwijać coś, co nazywają »charakterem«. Rzeczywiście, że to było zwodnicze złudzenie, którego celem było odciągnąć umysł od Boga i spolegania na Nim. To skłoniło wielu do wierzenia, że oni muszą »wyrobić sobie charakter« przez okazywanie pobożności i świątobliwej miny, przez łagodne przemawianie, i przez dokonywanie pewnych formułek każdodziennego życia w przybranej pobożności. Taki przychodził do wierzenia, że musi dokonywać pewnej świątobliwej ceremonji w niedzielę, lecz oprócz niedzieli w każdym dniu może się wdawać w jakiekolwiek bądź świeckie praktyki lub wymysły. Przywdziewanie fraku kaznodziejskiego, przybieranie poważnej i pobożnej miny, przybieranie pewnych nacisków, siedzenia na estradzie ze złożonymi rękami i przybranie usposobienia cichej modlitwy, a to w celu, by być widzianym tylko od ludzi, nie jest nigdzie zalecane przez słowo Boże” („Stworzenie” 1928 [ang. 1927] s. 370-371);

 

   „Lud Boży wyszedł z Babilonu w brudnych szatach, czyli miał ‘plugawe szaty’, bo były splamione naukami i zwyczajami babilońskiego systemu (Zacharjasza 3:3). Bronił i nauczał wielu samolubnych nauk, zniesławiających Pana, między innemi nauki o »rozwoju charakteru«, według której człowiek sam może się uczynić godnym pomóc Jehowie rządzić światem” („Bogactwo” 1936 s. 283).

 

   Dziwne są te wnioski Towarzystwa Strażnica, gdyż inna publikacja donosi, że o „rozwijaniu charakteru” nauczano kiedyś według Biblii, a konkretnie na podstawie tekstu Ga 5:22-23:

   „W owych wczesnych latach znaczną uwagą obdarzano temat rozwinięcia »owoców i łask ducha«, jak to wtedy ogólnie zwano. Biorąc Galatów 5:22, 23 za podstawę, był to ulubiony temat licznych przemówień i omawiano go często w formie sympozjum /to jest przemówienia, w którym po kolei uczestniczy kilku mówców/. Lecz niezmiennie starano się przy tym wskazać, jak każda jednostka musiałaby według wytycznych »kształcenia charakteru« rozwijać w sobie te różne przymioty, które apostoł wylicza z osobna. W rzeczywistości niektórzy, będący wówczas w prawdzie, kładli tyle nacisku na wybitne znaczenie rozwinięcia tych rzeczy i zapędzili się w tym tak daleko, że zbyt wielką wagę zwracali na siebie samych. Na każde drobne doświadczenie czy na każdą małoważną okoliczność tak się zapatrywano, jakoby odgrywała pewną rolę w wypróbowaniach i rozwinięciu charakteru. W licznych wypadkach prowadziło to u odnośnych osób do egocentryzmu i egoizmu, oczywiście w stopniu powściągliwym. Używając innych słów, można by powiedzieć, że oni stali się owocami przejrzałymi i spadli z drzewa” (Strażnica Nr 2, 1956 s. 2 [ang. 01.11 1954 s. 658]).

 

Wydaje się, że w końcowych latach 20-tych i początkowych latach 30-tych XX wieku każda książka wydana przez Towarzystwo Strażnica piętnowała „rozwijanie charakteru”.

Poniżej przedstawiamy naukę tej organizacji, która z cała mocą zaatakowała dawną wykładnię i ironicznie krytykowała swoich niektórych głosicieli i byłych członków:

   „On następnie dodał, ze Bóg raduje się z tych, którzy obfity owoc przynoszą. Owoc, którego On szukał, nie jest zbawienie dusz i zabranie do nieba, ani »wyrobienie charakteru«. Ten owoc był i jest lud do wykonania pracy Jego na ziemi w czasie zamierzonym i, by ją wykonywał z radością” („Pojednanie” 1928 s. 282; por. s. 267, 278);

 

   „Ci kierownicy albo starsi wpłynęli na innych z pośród poświęconych, aby poszli za nimi na manowce. Lecz, nie będąc w stanie spostrzec wielkiego przywileju – obwieszczania sprawiedliwego Boskiego panowania, uroiwszy sobie iż są niezbędni w Boskiej organizacji, mniemają oni, że studjowanie, umawianie, »rozwój charakteru« i gotowość do wniebowzięcia jest wszystkiem, co się od nich wymaga. Nie spostrzegają faktu, że Bóg poręczył Swym ukochanym, aby teraz czynili Jego działo, a dzieło to się zawiera w ogłaszaniu ludziom dobrej nowiny o Jego panowaniu” („Rząd” 1928 s. 224-225);

 

   „W tym okresie czasu wielu ludzi opuściło katolickie i protestanckie organizacje kościelne i z radością przyjęło prawdę (…) Wielu z tych, którzy przyszli do znajomości prawdy i odłączyli się od katolickich i protestanckich organizacyi, mniemali, jakoby głównem ich zadaniem było przygotowanie się do nieba, i stosownie do tego urządzili oni swoje życie. W tym celu postanowili wyrobić sobie słodki i przyjemny charakter i zwrócić też uwagę innych na konieczność czynienia tego samego. (…) Nikt przez własne wysiłki nie mógłby się stać tak dobrym i doskonałym, żeby go to uczyniło zdatnym do współpanowania z Chrystusem w jego królestwie” („Proroctwo” 1929 s. 189);

 

   „W powyższym okresie czasu wielu twierdziło, że wierzą w prawdę i przyjęli ją jako ‘najlepszą religję, która istnieje’. Miłowali oni szczególnie towarzyskość, jaką znaleźli wśród ‘ludu prawdy’. Przychodzili na zebrania i zjazdy, zachowywali się pobożnie i z namaszczeniem; utrzymywali, że wyrabiają przyjemny i ładny charakter; życzyli sobie, aby ich widziano na ważnych zebraniach, chętnie zapraszali do siebie na obiad najwięcej ulubionych mówców, lubili przy publicznych odczytach zajmować miejsca, gdzie ich łatwo widziano, rozdawali trochę ulotek, przyczyniali się trochę do wydatków; wystawiali na widok swój dobrobyt, który ich, jak mniemano, wywyższał nad ‘pospolitą trzodę’, i chętnie byli trabantami poważnych starszych i przywódców. Jeżeli miała być wykonana jakaś służba, przyczem nie dało się pominąć, aby nie być widzianymi w dobrym świetle, wtedy oni gorliwie szukali takiej służby. Gdy natomiast trzeba było znosić mozoły walki, natenczas nie można było ich znaleźć. Nie byli oni gotowi otwarcie głosić prawdy co do organizacji szatańskiej, gdyż obawiali się, że mogliby innych obrażać i sami się ośmieszać. Królestwo nie było dla nich rzeczywistą kwestją życiową. Nikt, kto te fakty zna, w najmniejszej mierze nie może wątpić o tem, że stan taki istniał w kościele w ciągu minionych pięćdziesięciu lat” („Światło” 1930 t. 1, s. 35-36);

 

„Praca ich polegała na rozmyślaniu, uczęszczaniu do zboru na badania i ciągłem zastanawianiu się nad rzeczami, które Pan już przed laty dał kościołowi; dalej – jak oni to nazywają – na rozwijaniu darów Bożych i owoców ducha oraz dobrego charakteru” (jw. s. 45);

 

   „Jest to dobrze znany fakt, że od czasu przyjścia Pana do swojej świątyni w roku 1918 wielu z kościoła Bożego, którzy brali udział w zjazdach i zebraniach, nie byli czynnymi. Wielu z nich mówiło mniej więcej co następuje: ‘Wszystko światło co do Słowa Bożego przyszło przed rokiem 1917; mamy tę prawdę i chcemy się dalej nią karmić i nad nią rozmyślać; Pan ustanowił jednego człowieka mądrym i roztropnym sługą i chociaż tenże opuścił ziemię, to jednak w dalszym ciągu wykonywa pracę Bożą na ziemi i postanowiony jest nad kościołem Pańskim, a ponieważ jesteśmy uprzywilejowanymi przez Boga i mamy prawdę, przeto cieszymy się większemi bogactwami, rozmyślając nad owemi rzeczami, które on napisał przed rokiem 1916, i karmimy się niemi; wyrobiliśmy przyjemny i ładny charakter; przeszłość nasza pokazuje, że ujmowaliśmy się gorliwie za Panem, wobec czego polegamy na skarbach, któreśmy przez to zdobyli; niczego nie potrzebujemy, gdyż odpoczywamy na laurach i czekamy, aż będziemy zabrani do nieba. Niema powodu, dla którego mielibyśmy ściągnąć na siebie hańbę, chodząc od domu do domu i opowiadając ludziom o organizacji szatańskiej i organizacji Bożej. Jesteśmy bowiem lepszymi od tych drugich, niech oni wykonywają tę pracę’. (…) Powyższe trafnie opisuje stan, który istniał w kościele Pańskim szczególnie po roku 1917, a w jaskrawszej jeszcze formie od roku 1918 i w następnych latach” (jw. s. 46-47; patrz też s. 94-95, 306, 333, 342).

 

   Ciekawe, że Towarzystwo Strażnica, które samo przez tyle lat nauczało o „rozwijaniu charakteru”, teraz atakowało nawet księży za tę naukę:

   „Księża czyli przywódcy religijni przez cały ubiegły wiek zajmowali to samo stanowisko (…) Twierdzili, że nie więcej jest potrzeba, tylko wyrobienia sobie charakteru według ich i ich sprzymierzeńców sposobu” („Życie” 1929 s. 250; por. s. 235, 238; patrz też „Pojednanie” 1928 s. 146, 225).

 

Problem ten omawiało też wiele książek wydanych po angielsku, ale pominiemy tu je, gdyż niewiele wnoszą one do naszego tematu. Podajemy jedynie tytuły książek, które do niego nawiązują: Vindication 1931-1932; Preservation 1932;   Preparation 1933;   Jehovah 1934;   Religion 1940; The New World 1942.

   Później już rzadziej podejmowano temat „rozwijania charakteru”, choć od czasu do czasu powracano do niego. Być może Towarzystwu Strażnica udało się wykorzenić z umysłu Świadków Jehowy dawne nawyki. Oto najistotniejsze teksty, które zawierają ciekawą argumentację tej organizacji, na przykład, że głosiciele nie chcą uchodzić „za kogoś przyjemnego i miłego!”:

   „Nie jest możliwe zbawienie, czyli usprawiedliwienie za pomocą uczynków polegających na rozwijaniu charakteru. Jest to obłudą” („Upewniajcie się o wszystkich rzeczach” ok. 1957 [ang. 1953] cz. 3, s. 267);

 

   „Nie jest przy tym potrzebne usiłowanie »rozwijania charakteru«, ale dokładna znajomość podstawowych zasad i sprawiedliwych wymagań Bożych…” (jw. s. 301);

 

   „»ROZWIJANIE CHARAKTERU« BŁĘDNE (…). Przy tak zwanym »rozwijaniu charakteru« polega ktoś na własnej sprawiedliwości i sądzi, że rozwija się na »miłą« osobowość, która go ma uczynić godnym życia. Nie, chrześcijanie wyglądają sprawiedliwości Bożej i polegają na jego duchu, podczas gdy starają się naśladować wzorowy przykład Chrystusa, zachowując nienaganność” (Strażnica Nr 16, 1955 s. 9 [ang. 01.05 1954 s. 281]);

 

   „ROK KULMINACJI W czerwcu roku 1926 dla ochotnych sług Jehowy nastało inne wydarzenie, będące pewnym punktem kulminacyjnym, gdy ukazał się w »Strażnicy« artykuł pt. »Charakter albo przymierze?« On również bardzo uszczęśliwił szczerych sług Jehowy, którzy w ciągu lat próbowali »rozwinąć swój charakter« i zdawali sobie sprawę, że to im się nie udawało. Teraz poczęli rozpoznawać swe obowiązki, wypływające z przymierza, i dostrzegać, że wierność w ich spełnianiu przyniosłaby im aprobatę Jehowy. Zaczęli to zrozumiewać i właściwie oceniać. Owo oświecenie sprawiło, że ci, którzy przynajmniej do pewnego stopnia byli »kultywatorami pięknego charakteru« prezentującymi przepraszającą minę, oto stali się szczęśliwymi bojownikami. Ich celem nie było już pragnienie uchodzenia za kogoś przyjemnego i miłego! Teraz uważali się za oddanych Bogu sług, którzy byli wobec niego zobowiązani i którym on przekazał pewne zadania, pewien teokratyczny przydział służby” (Strażnica Nr 17, 1955 s. 8-9 [ang. 01.06 1954 s. 344]);

 

   „Trzeba dbać o to, by wykształcenie świeckie pozostawało na właściwym miejscu w życiu. Kto pielęgnuje zainteresowanie wyższym wykształceniem świeckim lub stara się ‘rozwijać charakter’ przez przerzucanie się z jednego kierunku na inny, ten wystawia siebie na niebezpieczeństwo zatonięcia w filozofii obecnego świata (Kol 2:8). Jedyny cel wszystkich nas powinien teraz być taki: przedrzeć się do Bożego nowego świata” (Strażnica Nr 10, 1961 s. 8-9).

 

   Na zakończenie porównajmy jeszcze dwa teksty Towarzystwa Strażnica. W obu powołuje się ono na Jezusa, zarówno w celu potwierdzenia swej nauki o „rozwijaniu charakteru”, jak i dla zanegowania jej:

   „Ich Król, Mistrz i Nauczyciel pouczył ich, że te małe sprawy codziennego życia mają ścisły związek z wyrabianiem charakteru i że muszą oni wyrobić w sobie posłuszeństwo, pokorę, cierpliwość, miłość i inne cnoty, gdyż inaczej nie nadawaliby się do przyszłej chwalebnej służby, do której zostali powołani” (ang. Strażnica 01.08 1898 s. 2343 [reprint]);

 

   „Niema nigdzie zapisku w Biblji, któryby świadczył, że Jezus kiedykolwiek narzekał na swój stan ziemski (…) On nigdy także nie wspomniał o wyrabianiu sobie charakteru…” („Pojednanie” 1928 s. 267).

 

   Widzimy z powyższego, że Towarzystwo Strażnica potrafi diametralnie zmieniać poglądy. Wpierw uczyło, że jego nauka pochodziła z Biblii i od Chrystusa, a później, iż z Babilonu i od szatana. Najpierw uczyło, że Jezus pouczał o „rozwijaniu charakteru”, a później, że On nie wspominał o tym. Wpierw samo nauczało o powyższym, a następnie atakowało innych (np. księży) za tę naukę. Czy organizacja, która tak nie szanuje swoich czytelników, zmieniając poglądy, może być wiarygodną? Czy ktokolwiek powinien jej jeszcze wierzyć?


Powrót do strony głównej
Powrót początku artykułu
facebook
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2024