Świadkowie Jehowy a szpitale ‘beztransfuzyjne’

Autor: Włodzimierz Bednarski,
"Czy Świadkowie Jehowy są kompetentni w orzekaniu o transfuzji krwi?"

poprzednia część nastepna część
Świadkowie Jehowy a szpitale ‘beztransfuzyjne’

Towarzystwo Strażnica od 1944-1945, gdy wprowadziło dla swych głosicieli zakaz transfuzji krwi, wiele uwagi poświęca temu by zniechęcić ludzi, a szczególnie Świadków Jehowy, do poddawania się jej. Próbuje ono na łamach swych publikacji przedstawiać środki zastępcze oraz wyszukuje „argumenty” za szkodliwością transfuzji.

Zastanówmy się, co Towarzystwo Strażnica zrobiło konkretnego, by przyczynić się do wprowadzania „alternatywnego leczenia” wobec transfuzji krwi.

Może nie mielibyśmy pretensji do Świadków Jehowy, że nie posiadają i nie budują swoich klinik, szpitali czy przychodni, ale wobec tego, iż mają oni roszczenia do całego świata, że posługuje się on transfuzją krwi, trzeba powiedzieć o tym kilkanaście zdań.

Przykładem odwrotnego zachowania niż Świadkowie Jehowy są dla nas Adwentyści Dnia Siódmego (wyznanie religijne niewiele większe niż Świadkowie Jehowy), znani między innymi z tego, że nie spożywają pokarmów, które Stary Testament określa jako nieczyste (np. wieprzowina), oraz nie piją kawy, czarnej herbaty i alkoholi.

Adwentyści piszą o sobie następująco:

„Nowe ujęcie stosunku do zdrowia, wyrażone w adwentystycznym programie reformy zdrowotnej (...), przejawia się (...) po drugie w organizowaniu i prowadzeniu zakładów profilaktycznych (a więc sanatoriów, przychodni, lecznic) i szpitali; po trzecie w prowadzeniu własnego szkolnictwa medycznego (akademie medyczne, szkoły pielęgniarskie i dietetyczne); po czwarte w prowadzeniu fabryk dietetycznych środków spożywczych, po piąte w prowadzeniu szerokiej oświaty sanitarnej” (Adwentyzm Z. Łyko, Warszawa 1970, s. 212).

„Wg danych za rok 1969 Kościół prowadził 136 sanatoriów i szpitali oraz 320 przychodni i lecznic, w których zatrudnionych było ok. 22 tysięcy pracowników służby zdrowia. Placówki te w jednym roku udzieliły pomocy lekarskiej ok. 5 milionom ludzi. (...) Nie można nie wspomnieć o uczelni medycznej, przygotowującej przyszłe kadry służby zdrowia, zwanej Loma Linda University...” (jw. s. 214).

W nowszym opracowaniu adwentysta Z. Łyko napisał:

„1. Liczba szpitali i sanatoriów..................162

2. Liczba domów opieki..............................102

3. Liczba przychodni lekarskich..................361

4. Liczba sierocińców i domów dziecka........25

5. Roczna liczba pacjentów...............9 299 792

6. Liczba fabryk zdrowej żywności...........27” (Kościół Adwentystów Dnia Siódmego Z. Łyko, Warszawa 2000, s. 462).

Zapewne pacjentów, których leczą, adwentyści nie odżywiają pokarmami, których sami zabraniają spożywać. Leczą się u nich zarówno ich wyznawcy, jak i ludzie nie zainteresowani ich poglądami religijnymi.

Swoje kliniki posiadają też np. baptyści i metodyści. Przykładowo ci pierwsi posiadają Northeast Baptist Hospital w San Antonio (stan Texas, USA), w którym leczą bez użycia krwi (patrz http://www.jg-teksten.nl/noblood.html ). Jest to pierwszy „bezkrwawy” szpital w San Antonio, w którym nawet skomplikowane operacje serca odbywają się bez transfuzji krwi. Lekarze zapewniają, że w szpitalu nie stosuje się procedur eksperymentalnych, lecz tylko bezpieczne zabiegi. Ocenia się tam, że koszt operacji bez użycia transfuzji wynosi ponad 16 tysięcy dolarów, natomiast cena operacji, w której korzysta się z transfuzji to ponad 23 tysiące dolarów. Raymond Talbert, niewidomy Świadek Jehowy, na którym przeprowadzono operację na sercu bez transfuzji krwi, wyszedł po czterech dniach od dokonania operacji. Tymczasem pacjenci, którym przetoczono krew muszą pozostać w szpitalu średnio 15-22 dni. (W tym szpitalu stosuje się transfuzję krwi w skrajnych przypadkach). Podczas operacji p. Talberta wykorzystano maszynę Cell Saver (urządzenie do odsysania z pola operacyjnego krwi wynaczynionej i zwrotnego jej przetaczania). 

Co zaś zrobiło w kwestii leczenia beztransfuzyjnego Towarzystwo Strażnica?

Otóż wybudowało na świecie setki sal zgromadzeń (w Polsce co najmniej 5, mających po ponad 1000 miejsc dla słuchaczy). Otworzyło prawie w każdym z krajów, gdzie są Świadkowie Jehowy, swoje centra (Domy Betel), a w wielu państwach nowoczesne drukarnie. W USA postawiono nawet farmy. W tych obiektach zatrudniono nieodpłatnie tysiące osób. Bogactwo i piękno tych budynków, oraz terenów przyległych do nich, ukazują czasem publikacje Towarzystwa Strażnica. Przykładowo książka pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego” (1995) zawiera dziesiątki zdjęć, na których widnieją obiekty Świadków Jehowy z całego świata, wraz z zakupionymi hotelowcami w Nowym Jorku (patrz strony 352-401).

Wobec powyższego warto zapytać, czy nie stać by było Świadków Jehowy na wybudowanie choć jednego szpitala leczącego bez odrzucanej przez nich transfuzji krwi, wyposażonego w nowoczesny sprzęt medyczny? Nikt też by chyba nie wymagał od nich, by leczyli w nim „ludzi ze świata”, a więc nie należących do ich organizacji.

Wobec niedużej populacji głosicieli Towarzystwa Strażnica i nie tak częstej potrzeby stosowania transfuzji krwi, wystarczyłby choć jeden symboliczny szpital. Pewnie pieniędzy by starczyło tej organizacji na ten zbożny cel?

Co roku przecież Towarzystwo Strażnica  wydaje ich mnóstwo na potrzeby wewnętrzne:

„W roku służbowym 2013 Świadkowie Jehowy wydali prawie 200 milionów dolarów na zaspokojenie potrzeb pionierów specjalnych, misjonarzy i nadzorców podróżujących, pracujących na przydzielonych im terenach. Na całym świecie w Biurach Oddziałów pracuje 22719 ordynowanych sług Bożych. Wszyscy oni należą do Ogólnoświatowej Wspólnoty Specjalnych Sług Pełnoczasowych Świadków Jehowy” (Rocznik Świadków Jehowy 2014 s. 176 [w roku 2014 „ponad 224 miliony dolarów” – Rocznik Świadków Jehowy 2015 s. 176]).

Jeszcze większe kwoty zapewne wydawane są na budowę kolejnych sal królestwa, sal zgromadzeń itp. oraz na wydawanie w każdym miesiącu ponad 100 milionów egzemplarzy czasopism Strażnica i Przebudźcie się!

A może Towarzystwu Strażnica chodzi tylko o to, by bulwersować opinię publiczną swoimi protestami przeciw rzekomemu łamaniu praw człowieka czy pacjenta, gdy podaje się jego głosicielowi krew, wbrew jego woli lub poza jego świadomością?

Przecież lepiej leczyć niż bulwersować. Lepiej chyba mieć swój szpital, niż straszyć lekarzy sądem za ratowanie Świadka Jehowy, gdy Towarzystwo Strażnica nie akceptuje metody leczenia.

Organizacji tej wydaje się, że wystarczy, iż utworzyło Komitety Łączności ze Szpitalami, które mają pouczać lekarzy jak leczyć i podpowiadać im metody beztransfuzyjne.

Jeśli Świadkowie Jehowy tak się znają na tym, czy nie lepiej by sami leczyli swoich współwyznawców i pomagali sobie, i jeśli chcą, pomagali także innym! Przecież wśród nich są także tacy, którzy są z lekarskim wykształceniem.

A może Towarzystwo Strażnica nie buduje szpitali beztransfuzyjnych, bo nie chciałoby brać odpowiedzialności za ewentualną śmierć swoich głosicieli leczonych bez krwi?

poprzednia część nastepna część

Powrót do strony głównej
Powrót początku artykułu
facebook
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2021