Jakie warunki więzienne mieli karani czołowi Świadkowie Jehowy w trakcie wojen światowych?

Autor: Włodzimierz Bednarski, dodano: 2020-01-24

Jakie warunki więzienne mieli karani czołowi Świadkowie Jehowy w trakcie wojen światowych?

Świadkowie Jehowy często podkreślają, że są prześladowani i to nie od dziś i nie tylko zwykli głosiciele, ale i ich przodownicy z zarządu Towarzystwa Strażnica, czy z Ciała Kierowniczego. Owszem, nie da się zaprzeczyć uwięzieniu wielu z nich, szczególnie w krajach, gdzie nie ma demokracji. Natomiast jak wyglądało uwięzienie ich w kraju demokratycznym, takim jak USA, opisuje nasz artykuł i to na podstawie publikacji Świadków Jehowy.

Towarzystwo Strażnica ma to do siebie, że lubi wspominać swoje prześladowania ‘za wiarę’. Opisuje ono, często ze szczegółami, losy wielu swoich głosicieli karanych aresztowaniem, czy nawet więzieniem, na przykład za naruszanie ‘ciszy niedzielnej’. Świadkowie Jehowy, jak domokrążcy handlowi, nachodzili ludzi w ich domach w niedzielne poranki, czego nie robili nawet ci handlowcy. Niektóre sprawy z tym związane toczyły się aż 10 lat:

„Ponieważ J. F. Rutherford był prawnikiem i niegdyś sam pełnił funkcję sędziego, dobrze wiedział, że Świadkowie potrzebują wskazówek w tej dziedzinie. Okazały się one przydatne zwłaszcza od roku 1926, kiedy to zaczęto bardziej zachęcać do głoszenia od domu do domu w niedzielęi posługiwania się przy tym książkami objaśniającymi Biblię” (Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 690).

„W roku 1927 członkowie ludu Jehowy zostali zachęceni do tego, by co niedziela poświęcać trochę czasu na świadczenie grupowe. Natychmiast pojawiły się przeszkody prawne. W samych USA przez kilka lat rosła liczba aresztowań: w roku 1933 było ich 268, w roku 1934 – 340, w roku 1935 – 478, a w 1936 – aż 1149. O co oskarżano Świadków? Wymyślano różne zarzuty, jak handel bez zezwolenia, zakłócanie spokoju bądź naruszanie prawa do odpoczynku niedzielnego” (jw. s. 82).

„W 1928 roku w South Amboy w stanie New Jersey aresztowano kilku sług Jehowy za głoszenie dobrej nowiny w niedzielę. Dało to początek trwającej dziesięć lat »walce w New Jersey«” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 62).

„Gdy jakichś chrześcijan aresztowano w służbie polowej, zaraz powiadamiano o tym Towarzystwo. Rozsyłano wezwania i w najbliższą niedzielę cała zmotoryzowana grupa spotykała się w wyznaczonym wcześniej miejscu, zazwyczaj na wsi, otrzymywała wskazówki i przydziały terenu, a następnie robiła »nalot« na miasto niczym »szarańcza«, wydając wszystkim mieszkańcom świadectwo, co zajmowało niekiedy zaledwie 30 do 60 minut (Obj. 9:7-9)” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 69).

Inne prześladowania były i są nadal obecne w krajach niedemokratycznych, szczególnie azjatyckich i afrykańskich, a ostatnio rozpoczął się taki proces w Rosji i niektórych dawnych krajach radzieckich (np. konfiskata mienia organizacji).

Ale nie o tym chcemy tu powiedzieć, ale o różnicy w karaniu Świadków Jehowy w USA i innych krajach demokratycznych oraz w tych państwach, w których rządzą dyktatorzy.

Właściwie to pragniemy pokazać, jakie kary ponosili prominentni Świadkowie Jehowy podczas pierwszej i drugiej wojny światowej.

Każdy zaś sam wyciągnie wnioski, czy ludzie, którzy znosili takie, a nie inne obciążenia więzienne, mogą wydawać zarządzenia i rozporządzenia głosicielom w krajach niedemokratycznych, w których kary są niewspółmierne do tych w USA.

Oto rozdziały z których składa się nasz artykuł:

Pierwsza wojna światowa – J. F. Rutherford wraz ze współpracownikami przesiadujący w więzieniu

Druga wojna światowa – Daniel Sydlik, późniejszy członek Ciała Kierowniczego, przesiadujący w więzieniu

Pierwsza wojna światowa – J. F. Rutherford i współpracownicy przesiadujący w więzieniu

Jak zobaczymy poniżej, słowo „przesiadujący”, zawarte w tytule tego rozdziału, nie jest ironią, ale faktem.

Podczas pierwszej wojny światowej zarzutów w stosunku do J. F. Rutherforda (1869-1942), prezesa Towarzystwa Strażnica (w latach 1917-1942), było więcej niż kilka, a wymieniają je różne publikacje Świadków Jehowy. Cytujemy je według fragmentów przytaczanych w naszym artykule pt. Odbiornik radiowy Towarzystwa Strażnica podczas wojny i problemy J. F. Rutherforda:

http://piotrandryszczak.pl/polemika2aa/odbiornik-radiowy-towarzystwa-straznica-podczas-wojny-i-problemy-j-f-rutherforda.html

„rozpowszechnianie siódmego tomu”;

„przekroczenie ustawy o szpiegostwie”;

„pertraktowanie z nieprzyjacielem”;

„oskarżeni o działalność wywrotową”;

„spiskowali w celu nakłonienia innych do nieposłuszeństwa i do uchylania się od służby w siłach zbrojnych USA oraz w celu utrudnienia poboru i rekrutacji mężczyzn do tej służby”;

„akt oskarżenia dotyczył wysłania do Europy pewnej kwoty (przeznaczonej na biblijną działalność wychowawczą w Niemczech), co miało być sprzeczne z interesami Stanów Zjednoczonych”;

dawano „schronienie dla agentów niemieckich”;

posiadanie radiowego urządzenia odbiorczego, za pomocą którego to „aparatu komunikowano się z nieprzyjacielem”;

„oskarżono oprócz tego o handel z wrogiem na podstawie twierdzenia, że ci przedstawiciele Towarzystwa przesłali 500 dolarów kierownikowi szwajcarskiego oddziału w Zurychu” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 42).

Jak widzimy, zarzutów było wtedy sporo, a czas wojny sprzyjał różnym podejrzeniom, tym bardziej, gdy ktoś w swych naukach głosił, że wojna ta przeistoczy się w Armagedon, przez co podkręcał emocje ludzi:

„Podczas I wojny światowej oddani Bogu badacze Biblii byli skłonni sądzić, że ten konflikt doprowadzi stopniowo do przepowiedzianej w Objawieniu 16:13-16 bitwy Armagedonu. Toteż zawieszenie broni i koniec wojny w listopadzie 1918 r. były dla nich niemałym zaskoczeniem!” (Życie wieczne w wolności synów Bożych 1970 s. 229-230).

Towarzystwo Strażnica samo ukazało atmosferę, jaka wtedy panowała:

„W trakcie rozprawy sądowej przedstawiciel rządu oświadczył, że nawet jeśli ktoś by stał na rogu ulicy i powtarzał »Ojcze nasz« z zamiarem odstręczenia ludzi od wstąpienia do armii, może on być osadzony w zakładzie karnym” (Strażnica Nr 14, 1967 s. 10).

Wyrok jaki usłyszeli aresztanci mówił o 20 latach więzienia dla prawie każdego z nich.

J. F. Rutherford, choć skazany na 20 lat więzienia, odsiedział tylko 9 miesięcy. Szczęściem jego było to, że skończyła się pierwsza wojna światowa i wiele wcześniejszych zarzutów stało się nieaktualnymi:

„J.F. Rutherford spędził w więzieniu tylko 9 miesięcy, a nie 20 lat, jak opiewał wyrok. Dnia 25 marca 1919 roku został razem z 7 współpracownikami wypuszczony na wolną stopę, a z czasem całkowicie zrehabilitowany” (Strażnica Rok XCVI [1975] Nr 21 s. 17).

Dziwne jest podkreślanie przez Towarzystwo Strażnica „całkowitego zrehabilitowania”, skoro sam J. F. Rutherford uważał swoje uwięzienie za „najszczęśliwszy dzień w życiu” i przez to nie uważał siebie za gnębionego (poniżej pokazujemy czym zajmował się w więzieniu):

„‘To najszczęśliwszy dzień w moim życiu’ – powiedział Rutherford w drodze z sądu do więzienia – ‘trudno o większy zaszczyt dla człowieka niż znoszenie ziemskiej kary za swe przekonania religijne’.” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 44).

Podobnie w innej publikacji oddano słowa Rutherforda:

To najszczęśliwszy dzień mojego życia; ziemska kara za przekonania religijne jest jednym z największych przywilejów, jakie może mieć człowiek” (Nowożytna historia świadków Jehowy 1955 cz. I, s. 71; por. ta sama treść ang. Strażnica 15.04 1955 s. 238).

Rutherford zabrał też głos w imieniu pozostałych aresztowanych współpracowników:

„Dnia 21 czerwca 1918 roku J. F. Rutherforda i kilku jego bliskich współpracowników fałszywie oskarżono o spisek i skazano na 20 lat więzienia. Jak się wtedy czuli? W notatce z datą 22 i 23 czerwca (zobacz poniżej) Rutherford napisał w więzieniu przy Raymond Street w Brooklynie: »Chyba nie ma dziś na ziemi ludzi bardziej uprzywilejowanych i szczęśliwych niż siedmiu braci przebywających teraz w więzieniu. Wiedzą, iż są całkowicie niewinni i nie popełnili żadnego zamierzonego występku, toteż radują się, że cierpią z Chrystusem za lojalną służbę dla Niego«” (Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 69).

Dużo się mówi o upokorzeniach jakich doznali w więzieniu J. F. Rutherford i jego współpracownicy. Jak było naprawdę?

Poniżej podajemy kilka zdań ma temat warunków socjalnych w więzieniu, w którym przebywali J. F. Rutherford i jego towarzysze:

W połowie roku 1918 J. F. Rutherford i siedmiu jego współpracowników znaleźli się w więzieniu federalnym w Atlancie. List A. H. Macmillana z 30 sierpnia 1918 roku pozwala nam zajrzeć za więzienne mury. W odpisie listu przedstawionym przez Melvina P. Sargenta czytamy między innymi:

»Niewątpliwie chciałbyś się czegoś dowiedzieć o naszych warunkach w więzieniu. Opiszę ci pokrótce, jak się tu żyje. Brat Woodworth i ja siedzimy w jednej celi. Jest bardzo czysta, jest w niej dużo powietrza i światła. Ma wymiary 3x2x2 metry, dwie prycze z siennikami, dwa prześcieradła, koce i poduszki, dwa krzesła, stół i sporo czystych ręczników oraz mydła. Mamy też szafkę na przybory toaletowe. (...)«

»Wszyscy bracia pracują razem w pracowni krawieckiej. Jest to dobrze oświetlony i wietrzony pokój o wymiarach 18x12 metrów. Brat Woodworth i ja robimy dziurki do guzików oraz przyszywamy guziki do koszul i ubrań więziennych. Bracia Van Amburgh, Robison, Fisher, Martin i Rutherford szyją, a raczej pomagają szyć kurtki i spodnie więzienne. W tym dziale pracuje w sumie około 100 mężczyzn. Z miejsca, gdzie pracuję, widzę wszystkich braci, a zapewniam Cię, że to interesujące oglądać, jak brat Van Amburgh zszywa na maszynie przednią i tylną część spodni. (...) Brat Rutherford już prawie stracił nadzieję, iż kiedykolwiek się nauczy szyć kurtki. Odnoszę wrażenie, że nie skończył jeszcze ani jednej, chociaż pracuje już około 3 tygodni. Kiedy na niego patrzę, to wydaje się, że jest zajęty, ale chyba większość czasu spędza na próbach nawleczenia igły. [Strażnik obchodził się z nim tak grubiańsko, że kilku innych więźniów wzięło kurtkę i ją wykończyło. W końcu przeniesiono brata Rutherforda tam, gdzie czuł się bardziej swojsko – do biblioteki]. (...)

»Po przyjściu do naszych cel po kolacji najpierw przeglądamy wieczorną prasę. Potem przez godzinę, od szóstej do siódmej, można sobie pograć na dowolnym posiadanym instrumencie. Cóż za różnorodność! Grają tu chyba na wszystkim, na czym się tylko da, z wyjątkiem drumli, ale zamierzam się o nią postarać, bo to jedyny instrument, na jakim umiem grać, jeśli nie liczyć harfy dziesięciostrunnej. Podczas tej godziny, którą brat Woodworth nazywa ‘piekłem Dantego’, zwykle gramy w domino. Potem czytamy Brzask [ang. Dawns] albo Biblię, aż do godziny dziesiątej, kiedy gasi się światło. Następnego dnia robimy to samo, i tak aż do soboty. W sobotę po południu wszyscy więźniowie wychodzą na dziedziniec. Tam rozgrywają dobry mecz baseballu i bardzo się tym interesują. Ja zwykle spędzam to popołudnie na grze w tenisa. Inni bracia spacerują i rozmawiają. (...) Orkiestra więzienna w ciągu popołudnia odgrywa kilka wybranych utworów«.

Ośmiu uwięzionych Badaczy Pisma Świętego miało sposobność głosić innym więźniom dobrą nowinę o Królestwie Bożym. Wszyscy więźniowie musieli w niedzielę rano uczestniczyć w nabożeństwie w kaplicy, a kto chciał, mógł zostać później na szkółce niedzielnej. Ośmiu braci utworzyło klasę studium Biblii, co pozwoliło im cieszyć się swym towarzystwem. Z czasem przyłączyli się do nich inni więźniowie i bracia na zmianę uczyli klasę. Nawet niektórzy funkcjonariusze podchodzili posłuchać. Zainteresowanie rosło, aż w końcu przychodziło na te lekcje 90 osób” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 46-47).

„W dniach od 2 do 5 stycznia 1919 roku, gdy brat Rutherford i jego współtowarzysze wciąż jeszcze siedzieli w więzieniu, w Pittsburghu w stanie Pensylwania miało się odbyć zgromadzenie. Nie chodziło jednak o zwyczajny zjazd, połączono go bowiem z dorocznym walnym zebraniem Towarzystwa Strażnica, zwołanym na sobotę 4 stycznia 1919 roku. Brat Rutherford doskonale zdawał sobie sprawę, jak ważne było to wydarzenie. Owej soboty po południu poszukał brata Macmillana i znalazł go na więziennym korcie tenisowym” (Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 72).

Jak widzimy warunki więzienne podczas pierwszej wojny światowej nie były dla członków Towarzystwa Strażnica tak uciążliwe, jakby się komuś mogło wydawać:

praca krawiecka i w bibliotece, domino, tenis, baseball, prasa, studiowanie Biblii, tomów Brzasku, głoszenie, muzyka i orkiestra, względne warunki socjalne, „Cóż za różnorodność!”.

Można tu porównać do nich innych, na przykład azjatyckich i afrykańskich dawniejszych i dzisiejszych głosicieli Towarzystwa Strażnica, będących więźniami w tym samym czasie i dzisiaj. Czyż też w takich luksusach żyli lub przebywają?

Czy mogli lub mogą sobie w więzieniu grywać w tenisa i domino lub przebywać w bibliotece, jak Sędzia Rutherford, który ustanawiał dla nich zakres praw i obowiązków, na przykład dotyczących wojny i wojska?

Czy dzisiejsze Ciało Kierownicze Świadków Jehowy wie i czuje, że nie jest kompetentne do narzucania azjatyckim i afrykańskim głosicielom takich nakazów, za które mogą otrzymać oni kary wielokrotnie większe niż te, jakie kiedyś otrzymywali głosiciele w USA?

Druga wojna światowa –Daniel Sydlik, późniejszy członek Ciała Kierowniczego, przesiadujący w więzieniu

Opisujemy poniżej konkretny przykład z USA uwięzionego Świadka Jehowy, polskiego pochodzenia, Daniela Sydlika (ur. 1919), późniejszego członka Ciała Kierowniczego (w latach 1974-2006).

Okazuje się, że D. Sydlik starał się nawracać pracowników firmy zbrojeniowej i to podczas wojny (!):

„Druga wojna światowa była już w pełnym toku. W stoczniach Kaisera masowo budowano okręty z serii »Liberty« (Wolność). Nasze zadanie polegało na głoszeniu ludziom, którzy napłynęli tu do pracy. Od wczesnego rana do późnego wieczora opowiadaliśmy im o Królestwie, toteż często wracaliśmy do domu mocno zachrypnięci. Dało się założyć wiele studiów biblijnych. Stoczniowcy byli ludźmi szczodrymi i gościnnymi, chętnie zaspokajali wszelkie nasze potrzeby. Teren po prostu nas żywił i nie musieliśmy podejmować dorywczej pracy zarobkowej” (Strażnica Rok CVIII [1986] Nr 1 s. 23).

Nie można się dziwić temu, że D. Sydlik wylądował później w więzieniu, skoro podczas wojny nauczał zapewne o „neutralności” pracowników zakładów zbrojeniowych. Niewykluczone, że któryś z nich doniósł władzom na tych podżegaczy antywojennych i zdeklarowanych ‘pacyfistów’. Mało tego, jak widać ci ‘kaznodzieje’ wykorzystywali swoje głoszenie do zaspakajania potrzeb finansowych, bo jak pisze D. Sydlik „nie musieliśmy podejmować dorywczej pracy zarobkowej”.

A oto opisany fakt jego aresztowania i uwięzienia:

„Moi cieleśni bracia, nie będący Świadkami, zgłosili się ochotniczo i służyli w oddziałach spadochronowych oraz w korpusie saperów. Ja złożyłem wniosek o zwolnienie przysługujące kaznodziejom, którym sumienie nie pozwala na udział w wojnie. Ale komisja poborowa uchyliła się od uznania mnie za kaznodzieję. Zostałem aresztowany i postawiony przed sądem, który 17 lipca 1944 roku skazał mnie na trzy lata ciężkich robót w federalnym zakładzie karnym McNeil Island (w stanie Waszyngton). I w tych warunkach przekonałem się, że przyjaźń Jehowy trwa wiecznie (Ps. 138:8, The Bible in Living English)” (Strażnica Rok CVIII [1986] Nr 1 s. 23-24).

„Na początku 1946 roku, już po wojnie, zostałem zwolniony z więzienia” (jw. s. 25).

Zapamiętajmy powyższe słowa „trzy lata ciężkich robót w federalnym zakładzie karnym”, z których, jak widzimy, zrobiło się nawet nie 1,5 roku.

Interesujące jest to, że D. Sydlik bardzo miło wspomina swój pobyt w więzieniu i pisze o różnych udogodnieniach i prawie sielskiej atmosferze:

„Brat Sydlik, jak wielu innych, znalazł się ostatecznie w więzieniu federalnym. Czym się tam zajmowali neutralni chrześcijanie? Dobrze wykorzystywali czas. Kiedy nie mieli do wykonania obowiązków więziennych, często pozwalano im organizować zebrania, na których studiowali Biblię i publikacje Towarzystwa Strażnica. Uzupełniali też swe wykształcenie ogólne, na przykład przez naukę języków obcych, takich jak hiszpański czy grecki. Rudolph J. Sunal tak mówi o chrześcijanach więzionych w Mill Point – w Wirginii Zachodniej: »Prowadziliśmy zborowe studium książki (...) W każdej sypialni grupa braci przeprowadzała własne zebrania służby i teokratyczną szkołę służby kaznodziejskiej. (...) W niedzielę w bibliotece odbywało się studium Strażnicy. (...) Umożliwiono nam zorganizowanie miniaturowego zgromadzenia (...) Pewnego lata urządziliśmy je na boisku sportowym — mieliśmy do dyspozycji pianino i inne instrumenty muzyczne i skorzystaliśmy z niezwykle pouczającego programu«.

F. Jerry Molohan pisze o programie kształcenia chrześcijańskiego, przeprowadzanym podówczas w więzieniach: »Wszystkie nasze zebrania miały wyjątkową frekwencję i były tak pouczające, że żartobliwie nazwaliśmy nasze więzienie w Leavenworth ‘Uniwersytetem za Kamiennym Murem’«.

Towarzystwo Strażnica troszczyło się o zdrowie duchowe tych młodzieńców. Postarano się więc, by regularnie odwiedzali ich różni bracia, na przykład A. H. Macmillan i T. J. Sullivan. W jakim celu? Aby udzielać im biblijnych rad i dodawać otuchy” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 98).

Jak widzimy warunki więzienne podczas drugiej wojny światowej dla Świadków Jehowy nie były tak uciążliwe, jakby się komuś mogło wydawać:

częste zebrania studium Biblii i publikacji, uzupełnianie wykształcenia, miniaturowe zgromadzenie, zebrania służby i teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiej, boisko sportowe, instrumenty muzyczne, regularne odwiedziny braci.

A co z wyrokiem „trzy lata ciężkich robót w federalnym zakładzie karnym”?

Okazał się on fikcją, bo ani robót nie było, ani 3 lat, a tylko 1,5 roku odsiedzenia w więzieniu.

Zatem widzimy jakim mitem obrosły dawne prześladowania pracowników zarządu i Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy. Nie dość, że kary były o wiele krótsze niż zasądzone, to na dodatek w więzieniach ci prominentni działacze Towarzystwa Strażnica korzystali z takich udogodnień, jakich nie ma wiele osób na wolności (np. darmowe korzystanie z kortów tenisowych).

Czy wobec tego członkowie Ciała Kierowniczego mogą dziś wymagać od zwykłych głosicieli w krajach niedemokratycznych nadstawiania głowy za ich rozporządzenia (za które mogą być ukarani) dotyczące ‘neutralności’, służby wojskowej, udziału w wyborach, śpiewaniu hymnu, wywieszaniu flagi, transfuzji krwi, itp.? Sami odpowiedzmy sobie na to pytanie.

Na zakończenie składam szczególne podziękowanie za pomoc w tworzeniu tego tekstu J. Romanowskiemu z Warszawy.


Powrót do strony głównej
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2020