Czy Towarzystwo Strażnica cieszyło się z wybuchu I wojny światowej?

Autor: Włodzimierz Bednarski, dodano: 2016-03-11

Czy Towarzystwo Strażnica cieszyło się z wybuchu I wojny światowej?

Przeciętni obserwatorzy sceny religijnej biorą Świadków Jehowy za pacyfistów, gdyż odmawiają oni służby wojskowej.

Tymczasem Towarzystwo Strażnica zaprzecza, by jego głosiciele mieli cokolwiek wspólnego z pacyfizmem. Mało tego, wskazuje, że oni z „utęsknieniem” czekają na najbardziej krwawą wojnę, to znaczy Armagedon:

 

„Prawdziwi chrześcijanie miłują pokój. (...) Ale nie są pacyfistami w ścisłym tego słowa znaczeniu. Dlaczego? Ponieważ z utęsknieniem wyglądają wojny Boga, która w końcu urzeczywistni Jego wolę wobec ziemi...” (Przebudźcie się! Nr 9, 1997 s. 23).

 

Szerzej problem pacyfizmu Świadków Jehowy opisaliśmy w artykule pt. Czy Świadkowie Jehowy są pacyfistami? i do niego odsyłamy zainteresowanych tym tematem:

https://piotrandryszczak.pl/polemika2a/czy-swiadkowie-jehowy-sa-pacyfistami.html

 

Jak wobec tego było z oczekiwaniami na wojnę w roku 1914 przez głosicieli tej organizacji?

Otóż członkowie Towarzystwa Strażnica potrafili się cieszyć kiedyś z wybuchu pierwszej wojny światowej, gdyż spodziewali się, że ona przekształci się w Armagedon i „niemałym zaskoczeniem” dla nich było zakończenie działań wojennych. Oto wspomnienia tej organizacji:

 

„W sierpniu 1914 roku ludzie tłumnie zgromadzeni przed redakcją lokalnej gazety czytali o wybuchu I wojny światowej. Nadszedł tato i zobaczył, co się dzieje. »Bogu niech będą dzięki!« wykrzyknął. Zrozumiał, że rozpoczęcie się wojny stanowi spełnienie ogłaszanych przez niego proroctw biblijnych (Mateusza 24:7). Wielu ówczesnych Badaczy Pisma Świętego spodziewało się szybkiego pójścia do nieba. Kiedy to nie nastąpiło, niektórzy poczuli się zawiedzeni” (Strażnica Nr 19, 1997 s. 22).

 

„Podczas I wojny światowej oddani Bogu badacze Biblii byli skłonni sądzić, że ten konflikt doprowadzi stopniowo do przepowiedzianej w Objawieniu 16:13-16 bitwy Armagedonu. Toteż zawieszenie broni i koniec wojny w listopadzie 1918 r. były dla nich niemałym zaskoczeniem!” (Życie wieczne w wolności synów Bożych 1970 s. 229-230).

 

Podczas gdy lata pierwszej wojny światowej posuwały się naprzód ku roku 1918, świadkowie Jehowy na ziemi myśleli, że wojna światowa przejdzie wprost w »walkę Armagiedonu«, w której zapanuje powszechna anarchia światowa i ręka każdego podniesie się przeciw swemu bliźniemu. Pod tytułem »Początek boleści« napisane było w wydaniu wojennym »Strażnicy« (ang.) z 1 sierpnia 1915 r.: »Widzimy prolog wielkiej walki Armagiedonu. (...)«. Walka Armagiedonu nie wybuchła jednak w roku 1918” (Strażnica Nr 19, 1949 s. 1-2, art. „Życie bez końca przez miłosierdzie” [ang. 01.06 1949 s. 163]).

 

Prezes Towarzystwa Strażnica wprost podniecał się rozwijającymi się działaniami wojennymi, klaszcząc nawet w dłonie z radości, co udzielało się też innym. Kilkakrotnie wspominano to wydarzenie w minionych latach:

 

W tym okresie były też powody do radości. Lud Boży już od lat wskazywał, że w roku 1914 upłyną Czasy Pogan. Te przewidywania nie zawiodły. Dnia 28 lipca 1914 roku wybuchła pierwsza wojna światowa, a w miarę jak zbliżał się 1 października, przystępowało do niej coraz więcej narodów i państw. Dzięki studiowaniu Biblii chrześcijańscy świadkowie Jehowy wiedzą, że okres nieprzerwanego panowania pogan nad światem dobiegł końca w roku 1914, gdy się narodziło niebiańskie Królestwo Boże podlegające władzy Jezusa Chrystusa (Obj. 12:1-5). Ale w roku 1914 spodziewano się czegoś więcej” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 25).

 

„Spora część uczestników zatrzymała się w Domu Betel. Kiedy w piątek rano wszyscy siedzieliśmy przy stole, czekając na śniadanie, nadszedł brat Russell. Wchodząc do jadalni zazwyczaj zatrzymywał się na moment w drzwiach, mówiąc pogodnie: »Dzień dobry wszystkim.« Ale tego poranka energicznie klasnął w dłonie i z radością oznajmił: »Skończyły się czasy pogan; dni ich królów są policzone.«” (Strażnica Nr 14, 1967 s. 9; por. Strażnica Rok CV [1984] Nr 1 s. 14).

 

„Hazelle i Helen Krull wspominają, że w roku 1914 rozmowy przy stole w jadalni domu Betel często obracały się wokół końca Czasów Pogan. Opowiadają, że brat Russell w obszerniejszych wywodach nieraz zachęcał do wierności i wyjaśniał, że chronologia została wielokrotnie przebadana i chyba jest dokładna; zaznaczył przy tym jednak: ‘Jeśli się spodziewamy czegoś więcej, niż podaje Biblia, to musimy być gotowi dostosować z wiarą myśli i serca do dróg Jehowy i zaczekać na dalszy rozwój wypadków’. (...) W niedzielę miała się rozpocząć w Brooklynie ostatnia sesja kongresu. Sporo delegatów przenocowało w Betel i w piątek 2 października mieli spożyć śniadanie z pracownikami Biura Głównego. Wszyscy już siedzieli, kiedy do jadalni wszedł brat Russell. Jak zwykle powiedział wesoło ‘Dzień dobry wszystkim!’ Ale w ten szczególny dzień było inaczej. Zamiast iść zaraz na swoje miejsce, klasnął w dłonie i zawołał radośnie: ‘«Narodów czas» już się skończył, ich królów był to czas’. ‘Zerwała się burza oklasków!’ opowiada przejęta Cora Merrill. A brat Macmillan wspomina: ‘Byliśmy bardzo podnieceni i wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy wtedy po prostu unieśli się i zaczęli wstępować do nieba – ale oczywiście nic takiego się nie zdarzyło’. Siostra Merrill dodaje: ‘Po krótkiej pauzie [Russell] powiedział: «Czy ktoś jest rozczarowany? Bo ja nie. Wszystko idzie zgodnie z planem!» I znowu biliśmy mu brawa’.” (Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975 s. 25).

 

Ciekawe, że w roku 2014 wspomniano też te dawne wydarzenie:

 

„WYOBRAŹMY sobie, że jest piątkowy poranek 2 października 1914 roku i że należymy do bruklińskiej rodziny Betel. Właśnie przyszliśmy na śniadanie i usiedliśmy przy stołach na swoich miejscach. Wszyscy czekamy na brata Charlesa Russella. W pewnym momencie drzwi się otwierają i brat Russell wchodzi do jadalni. Jak zwykle zatrzymuje się i radośnie mówi: »Dzień dobry wszystkim!«. Ale zamiast iść na swoje miejsce u szczytu stołu, klaszcze w dłonie i z entuzjazmem ogłasza: »Już Czasów Pogan nastał kres, ich królów minął dzień!«. Trudno powstrzymać emocje — od tak dawna czekaliśmy na tę chwilę! W odpowiedzi na to elektryzujące ogłoszenie wybucha burza oklasków” (Królestwo Boże panuje! 2014 s. 2).

 

Może się komuś wydawać, że C. T. Russell (zm. 1916) nie cieszył się z faktu rozpoczęcia się wojny, tylko z nastania końca „czasów pogan” dnia 1 października, które jak widać zakończyły się w 2 miesiące później.

Jednak jest to pozorna sprzeczność, gdyż Towarzystwo Strażnica rychło przeniosło koniec „czasów pogan” na dzień 1 sierpnia 1914 roku, tak by pokrywało się to z wybuchem wojny. I tak uczyła ta organizacja przez wiele lat (później kilka razy zmieniano tę datę):

 

„(...) czasy pogan skończyły się w sierpniu 1914 roku, w 2520 lat po zupełnem obaleniu Sedekiasza” (Strażnica 15.12 1919 s. 371 [ang. 01.12 1919 s. 355]).

 

„Wiemy, że »czasy pogan« zakończyły się właśnie w 2520 lat później, w 1913 lat i siedm miesięcy ery chrześcijańskiej, innemi słowy 1 sierpnia 1914 roku” (Strażnica 01.06 1922 s. 174 [ang. 15.04 1922 s. 126]).

 

„Czasy pogan pod nadzorem boga świata tego skończyły się 1-go sierpnia 1914-go roku” (Strażnica 01.12 1922 s. 365 [ang. 01.11 1922 s. 333]).

 

„Licząc 2520 lat od owego czasu doprowadza nas do R. P. 1914; i obliczając ściśle, według chronologji biblijnej, przychodzimy do wniosku, że czasy pogan skończyły się 1-go sierpnia 1914. Wobec tego data ta miała zaznaczyć koniec świata, gdy zdarzenia przepowiedziane miały się zacząć spełniać, by tem wykazały koniec tego porządku rzeczy” (Ucisk świata – dlaczego? Lekarstwo 1923 s. 27-28).

 

„Okres 2520 lat rozpoczął się z upadkiem Sedekjasza w roku 606 przed Chr. i skończył się w roku 1914 po Chr. (...) okres ten musiał się skończyć mniej więcej 1 sierpnia 1914 r.” (Życie 1929 s. 120).

 

Radość z końca „czasów pogan” była więc zarazem radością z rozpoczęcia się wojny, która była zwiastunem i zarazem elementem Armagedonu.

Prócz tego, jak wspomnieliśmy, C. T. Russell (oraz jego zwolennicy) cieszył się z rozwijającej się wojny, bo była ona dla niego początkiem Armagedonu (!):

 

Badacze Pisma Świętego są przekonani, że wielka wojna, która prowadzi się w Europie, jest początkiem wielkiego ucisku nazwany w Piśmie św. »Armagedon« i jest przygotowaniem rodzaju ludzkiego do przyjęcia Królestwa Chrystusowego, które prowadzi »pożądanie wszystkich narodów« (Aggeusz 2:7) i zaprowadzi panowanie Sprawiedliwości po całej ziemi” (Strażnica styczeń 1916 s. 8 [ang. 01.01 1916 s. 5829, reprint]).

 

Obecna wielka wojna w Europie jest początkiem zapowiedzianego w Piśmie Świętym Armagieddonu (Obj. 16:16-20), którego następstwem będzie całkowite obalenie wszystkich systemów błędu, które tak długo ciemiężyły lud Boży i zwodziły świat” (Pastor Russell’s Sermons 1917 s. 676; tekst polski cytowany według Kazania Pastora Russella 2012 s. 676 [wyd. „Straż”, Białogard]).

 

W międzyczasie oczy naszego wyrozumienia powinny rozpoznać bitwę wielkiego dnia Wszechmocnego Boga, jaka się już rozpoczęła i będzie postępowała dalej; wiara zaś kierując wzrok umysłu naszego przez Słowo Boże powinna dać nam możność dojrzeć chwalebny wynik, to jest Królestwo Chrystusowe” (The Watchtower 01.09 1916 s. 5951 [reprint]).

 

Widzimy z powyższego, że C. T. Russell i jego zwolennicy z entuzjazmem przyjęli wybuch wojny, której termin rozpoczęcia pokrywał się mniej więcej z końcem „czasów pogan” i był zarazem początkiem Armagedonu. Dziwne to zjawisko, jak na ludzi, którzy dziś sami broni do rąk nie biorą.

 

Druga wojna światowa

 

A jak było później, gdy wybuchła druga wojna światowa?

Otóż Świadkowie Jehowy, kiedy rozpoczął się kolejny konflikt zbrojny, podobnie zachowywali się jak kiedyś, gdyż też wtedy oczekiwali na przekształcenie się jej w Armagedon. Może nie klaskali w dłonie i nie wyrażali radości, jak niegdyś, ale „niecierpliwie” oczekiwali na Armagedon, który miał się wyłonić z tej wojny.

Wielu z nich przeżyło pierwszą wojnę światową. Znali jej koszta i tragedie oraz przeżyty zawód w oczekiwaniu na interwencję Jehowy. Trudno więc byłoby oczekiwać od nich radości. Pomimo tego, choć nie wyrażali entuzjazmu z wybuchu nowej wojny światowej, to jednak oczekiwania ich były takie same jak kiedyś: Armagedon:

 

„Zdawało się nam, że ta wojna przejdzie już bezpośrednio w rozstrzygającą bitwę wielkiego dnia Boga Wszechmogącego, w Armagedon (Objawienie 16:14-16). Dobrze pamiętam, jak niecierpliwie wyglądaliśmy tego dawno zapowiedzianego wydarzenia” (Strażnica Rok CV [1984] Nr 16 s. 25);

 

„Mniej więcej w marcu 1945 roku dotarła do nas wiadomość, że nowym tekstem rocznym są słowa z Ewangelii według Mateusza 28:19 (...). Napełniło to nas radością i nadzieją, dotąd bowiem uważaliśmy, że wojna zakończy się Armagedonem” (Strażnica Nr 17, 2007 s. 11).

 

Trzeba tu dodać, że w tamtym czasie wśród Świadków Jehowy panowała istna histeria armagedonowa, o czym świadczy wiele tekstów z ich publikacji. Oto przykładowe fragmenty:

 

„Pamiętam doskonale, jak we wrześniu 1939 roku nadeszła przerażająca wiadomość w Europie wybuchła wojna. Zastanawialiśmy się, czy rozszerzy się ona na Daleki Wschód. Na mnie robiła wrażenie preludium Armagedonu, gdyż w moim przekonaniu przyszła na niego pora! Cieszyłem się, że w pełni wykorzystuję młodość dla słusznej sprawy. (...) Prowadziliśmy studia biblijne z różnymi osobami, a niektóre zareagowały przychylnie i zgłosiły się do chrztu. Udano się z nimi na pobliską plażę i zanurzono je w ciepłych wodach singapurskiego portu. Zdecydowaliśmy się nawet urządzić większe spotkanie, dyskretnie rozprowadzając zaproszenia wśród zainteresowanych. Sądziliśmy, że będzie to ostatnie zgromadzenie przed Armagedonem i ku naszej radości przybyło na nie aż 25 osób” (Strażnica Nr 9, 1993 s. 29).

 

„Walka onego wielkiego dnia Boga Wszechmogącego, gdzie organizacja szatana ze wszelką złością będzie wytępiona, jest na czasie wybuchnięcia” (Dzieci 1941 s. 89, maszynopis [ed. ang. s. 221]).

 

„Na początku roku 1942 pewne okoliczności skłoniły niektórych do wniosku, że dzieło świadczenia jest jakoby ukończone i że Armagedon nastał” (Strażnica Nr 19, 1950 s. 6).

 

„Podczas II wojny światowej Świadkowie z zachodniej Ukrainy przejściowo stracili łączność z organizacją i nie byli pewni, jaki kierunek należy obrać. Niektórzy myśleli, że wybuch wojny stanowi początek Armagedonu. Pogląd ten był przyczyną nieporozumień utrzymujących się przez jakiś czas wśród braci” (Rocznik Świadków Jehowy 2002 s. 143-144).

 

Wyrażając pogląd podzielany w tym czasie przez wielu Świadków Jehowy, brat Nel ostrzegł: ‘Uważaj, żeby Armagedon nie zastał cię w szkolnej ławce’. Ponieważ nie chciałem, by tak się stało, porzuciłem szkołę i dnia 1 stycznia 1945 roku podjąłem służbę pionierską” (Strażnica Nr 7, 1993 s. 20).

 

„Ale nawet druga wojna światowa nie przeistoczyła się w »wojnę wielkiego dnia Boga Wszechmocnego« na polach Armagedonu, choć niejedni tego oczekiwali (Obj. 16:14-16, NW). Obecnie upłynęło już dwadzieścia pięć lat od zakończenia drugiej wojny światowej i nadal znajduje się na ziemi pewna część namaszczonego duchem ostatka, a bitwa Armagedonu jest jeszcze przed nami, wprawdzie teraz już bardzo blisko” (Strażnica Nr 12, 1970 s. 13).

 

Wydawać by się mogło, że po dwóch przeżytych zawodach dotyczących przekształcania się wojny w Armagedon Świadkowie Jehowy dadzą sobie spokój z tego typu spekulacjami. Tak jednak nie było, o czym się przekonamy.

 

Kampania roku 1975

 

Przed rokiem 1975 panował inny rodzaj ‘entuzjazmu’ w oczekiwaniu na Armagedon i Tysiąclecie. Bardziej opierano się na chronologii biblijnej niż na jakimś wydarzeniu wojennym:

 

„Świadkowie Jehowy przez długi czas wierzyli, że Tysiącletnie Panowanie Chrystusa rozpocznie się po 6000 lat dziejów ludzkich” (Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego 1995 s. 104).

 

Wprawdzie nie trwał wtedy żaden konflikt światowy, ale Towarzystwo Strażnica chciało go jakby ‘wykreować’ w swoich zapowiedziach. Znów jakby chciano łączyć Armagedon z wojną, która jednak nie wybuchła.

Popatrzmy na fakty.

Wiceprezes Towarzystwa Strażnica (od roku 1977 prezes) Frederick W. Franz (1893-1992), który przeżył dwie wojny światowe (które miały przekształcić się w Armagedon), napisał w 1966 roku książkę na temat roku 1975 pt. Życie wieczne w wolności synów Bożych (ed. polska 1970 r.) – było to w czasie napiętych stosunków między ZSRR i USA.

W tabeli zamieszczonej w omawianej książce, jest obecne pewne dozowanie napięcia dotyczącego ewentualnej wojny:

 

„1957 (...) (Październik) ZSSR wysyła na orbitę pierwszego satelitę; świat dręczą obawy”;

 

„1964 (...) (Maj) ‘Satelity obserwacyjne’ i satelity z załogami ludzkimi wzmagają napięcie na świecie”;

 

„1966 (...) Wzmaga się groźba trzeciej wojny światowej między ‘królem północy’, a ‘królem południa’ (Dan. 11:5-7, 40) (...) W sobotę 25 czerwca 1966 wydano książkę Life Everlasting - in Freedom of the Sons of God (Życie wieczne w wolności synów Bożych)” (Życie wieczne w wolności synów Bożych 1970 s. 25).

 

Jeśli do powyższego dodamy pewne dwa zdania z tej książki dotyczące roku 1975 i Armagedonu, to uzyskamy cały obraz sytuacji:

 

1975 (...) Koniec szóstego 1000-letniego dnia istnienia człowieka (wczesną jesienią)” (jw. s. 25);

 

„(...) członkowie ostatka (...) mieli być popieczętowani (...) pod koniec szóstego tysiąclecia istnienia rodzaju ludzkiego. Właśnie zbliżamy się do tej chwili! Wskazuje na to chronologia biblijna. Niebawem musi więc nastąpić burza światowa” (jw. s. 229).

 

Czyżby znów ewentualna wojna światowa miała przejść w Armagedon?

A tak na marginesie zastanawiające jest to, czemu Towarzystwo Strażnica datuje „wzmaganie się groźby trzeciej wojny światowej” na rok 1966, gdy rozpoczęto kampanię roku 1975?

Przecież na przykład tzw. kryzys kubański był w roku 1962, a nie w 1966. O nim zaś nawet nie wspomniano w książce Świadków Jehowy.

Te same fragmenty przytoczono też w artykule pt. Mądre spożytkowanie czasu, jaki jeszcze pozostał” (Strażnica Nr 16, 1968 s. 7), w którym pisano sporo o roku 1975.

 

Jeśli nawet według Towarzystwa Strażnica ewentualna trzecia wojna światowa nie miała przekształcić się w Armagedon, to powyższe łączenie obu tych wydarzeń w jednym fragmencie czy artykule miało zapewne za zadanie wpłynąć w pewien sposób na myślenie Świadków Jehowy i pobudzić ich wyobraźnię do tego, by zrozumieli, jak straszny jest Armagedon (wielu z nich pewnie wcześniej przeżyło którąś z wojen albo nawet obie).

F. W. Franz przyrównywał też rok 1975 do roku 1914 i wybuchu pierwszej wojny światowej, co też świadczy o możliwym łączeniu wojny z „dniem Jehowy”, jak to było w przeszłości:

 

„‘Czy to znaczy, że do roku 1975 Armagedon zakończy się związaniem Szatana? Możliwe! Może tak być! U Boga jest wszystko możliwe. (...) Niech więc też nikt z was nie mówi, że konkretnie to czy owo zdarzy się w latach dzielących nas od roku 1975. (...) ‘Kiedy się zbliżaliśmy do kresu czasów pogan w roku 1914, nie było żadnego znaku świadczącego o ich nadchodzącym końcu. Warunki istniejące na ziemi wcale nie wskazywały na to, co miało nadejść; tak było do czerwca owego roku. Wtedy nagle popełnione zostało pewne zabójstwo. Wybuchła pierwsza wojna światowa. Resztę znacie sami. (...)’. ‘A jak sprawa wygląda dziś, gdy się zbliżamy do roku 1975? Stosunki są dalekie od pokojowych. Mamy za sobą wojny światowe, klęski głodu, trzęsienia ziemi, epidemie, i teraz zbliżając się do roku 1975 nadal widzimy te same warunki” (Strażnica Nr 1, 1967 s. 12).

 

Towarzystwo Strażnica w czasie kampanii roku 1975 znalazło nawet wypowiedzi prominenta polityki, sekretarza generalnego ONZ, który zwiastował już jakby rozpoczynanie się nowej wojny:

 

„U. Thant, oświadczył: ‘Obawiam się, że wkraczamy teraz w pierwszą fazę trzeciej wojny światowej’” (Strażnica Nr 1, 1969 s. 8).

 

„Wzrost liczby takich wypadków w skali międzynarodowej już parę lat temu skłonił sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, U. Thanta, do wyrażenia obawy, czy nie ‘jesteśmy świadkami fazy trzeciej wojny światowej’.” (Strażnica Nr 12, 1970 s. 17).

 

Rok 1975 nadszedł i odszedł. Ani wojna nie wybuchła, ani Armagedon nie nastał.

 

Czasy obecne

 

Dziś Towarzystwo Strażnica podaje, że ‘znienawidzona’ przez niego ONZ zapobiegła ewentualnej „trzeciej wojnie światowej”:

 

„W ciągu 50 lat swego istnienia ONZ podejmowała godne uwagi wysiłki na rzecz pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Zdaniem niektórych zapobiegła trzeciej wojnie światowej oraz masowej zagładzie ludzi wskutek ponownego użycia broni nuklearnej. Zaopatruje miliony dzieci w żywność i lekarstwa. W wielu krajach podnosi na wyższy poziom warunki zdrowotne, zapewniając między innymi wodę pitną oraz szczepionki przeciw groźnym chorobom. Ponadto udziela pomocy humanitarnej milionom uchodźców. W dowód uznania dla tych osiągnięć Organizacja Narodów Zjednoczonych pięciokrotnie otrzymała pokojową nagrodę Nobla. Jednakże godny ubolewania jest fakt, iż w świecie, w którym żyjemy, dalej toczą się wojny” (Strażnica Nr 19, 1995 s. 3).

 

„Aby zapobiec takim tragicznym wojnom, w 1919 roku utworzono Ligę Narodów. Ponieważ nie zdołała utrzymać pokoju światowego, zastąpiono ją Organizacją Narodów Zjednoczonych. Chociaż ta nie dopuściła do trzeciej wojny światowej, nie potrafiła jednak zapobiec trwającej kilkadziesiąt lat zimnej wojnie, która mogła się przerodzić w nuklearny holocaust. Nie zaradziła też mniejszym konfliktom, na przykład na Bałkanach” (Przebudźcie się! Nr 23, 1999 s. 6).

 

W związku z tym wydaje się, że organizacja Świadków Jehowy nie oczekuje dziś już na to, by ewentualna trzecia wojna światowa przekształciła się z czasem w Armagedon.

Ta zmiana ‘teologii’ Towarzystwa Strażnica wywołana była upadkiem komunizmu, gdyż we wcześniejszych latach ciągle pisano o ewentualnej nowej wojnie, zapewne poprzedzającej „wojnę Jehowy”.

Oto jedne z ostatnich wypowiedzi tej organizacji, wskazujących na jakieś ‘oczekiwanie’ trzeciej wojny światowej:

 

„Narody bardzo się ociągają z rozpoczęciem trzeciej wojny światowej, wiedząc, iż dla nich samych oznaczałaby ona wręcz wzajemne unicestwienie” (Strażnica Rok CIV [1983] Nr 7 s. 2);

 

„Czy dojdzie do jeszcze jednego nasilenia cierpień w postaci trzeciej wojny światowej. »Żyjemy nie tyle w świecie powojennym, co przedwojennym«, tak twierdzi Eugene Rostow (...). Narody są faktycznie przygotowane do takiego konfliktu! (...) To co się dzieje w naszych czasach, jeśli chodzi o wojny, prowadzi do wniosku, że naprawdę żyjemy w »dniach ostatnich« obecnego systemu rzeczy” (Strażnica Rok CIV [1983] Nr 22 s. 5);

 

„Czy te fakty pozwalają jednak wierzyć, że nigdy nie wybuchnie trzecia wojna światowa? Czy można być pewnym, że za 50 lat będzie jeszcze istnieć jakaś cywilizacja?” (Przebudźcie się! Rok LXV [1984] Nr 1 s. 2);

 

„(...) nikt nie może negować faktu istnienia groźby wojny nuklearnej. (...) Czy »armagedonowa« wojna jądrowa jest nieunikniona? Czy nasze młode pokolenie jest skazane na to, że »wyleci w powietrze«, zanim wyrośnie?” (Strażnica Rok CV [1984] Nr 6 s. 3);

 

„Trzecia wojna światowa – gdyby do niej w ogóle doszło – z uwagi na zapełnione przez supermocarstwa arsenały mogłaby się stać międzynarodowym samobójstwem. Znawcy są przekonani, że co najmniej położyłaby kres współczesnej cywilizacji, jeśli nie całemu rodzajowi ludzkiemu. Niektórzy ludzie należący do pokolenia, które już żyło, gdy w roku 1914 został zamordowany austriacki następca tronu, żyją nadal i mogliby być świadkami tego szczytowego osiągnięcia w dziedzinie prowadzenia wojen” (Strażnica Rok CV [1984] Nr 21 s. 3);

 

„Pewien znany mąż stanu oświadczył, że trzecia wojna światowa jest nieunikniona bez względu na to, czy zostałaby w niej użyta broń nuklearna” (Przebudźcie się! Rok LXVIII [1987] Nr 3 s. 2);

 

„Pogląd ten podziela wielu Francuzów, bo z niedawno przeprowadzonego sondażu wynika, że 74 procent młodzieży w tym kraju uważa, iż odtąd aż do roku 2000 największym niebezpieczeństwem dla ludzkości jest trzecia wojna światowa” (Przebudźcie się! Rok LXVIII [1987] Nr 8 s. 4);

 

„Niedawno 40 procent ankietowanych dorosłych uznało wybuch wojny jądrowej przed rokiem 2000 za »wysoce prawdopodobny« (zob. Łuk. 21:26). Politycy również odczuwają grozę położenia” (Strażnica Rok CVIII [1987] Nr 20 s. 8);

 

„Jeszcze nigdy sytuacja na ziemi nie była tak niepewna jak obecnie. Ludzkość truchleje na myśl o trzeciej wojnie światowej...” (Strażnica Rok CIX [1988] Nr 2 s. 12).

 

Dopiero po upadku komunizmu i po zmianie nauki o „pokoleniu roku 1914”, Towarzystwo Strażnica już mniej stanowczo mówi o trzeciej wojnie światowej. Oto jeden przykład:

 

„Chociaż groźba wybuchu nuklearnej wojny światowej zmalała, ciągle pozostają olbrzymie arsenały broni jądrowej – wystarczające do kilkakrotnego zniszczenia życia na ziemi” (Przebudźcie się! Nr 8, 1996 s. 5-6).

 

Jednak w ostatnim czasie, gdy nasilił się konflikt na Ukrainie, wiele osób zauważa poruszenie wśród Świadków Jehowy, którzy chcą widzieć w tym znak bliskości Armagedonu. Czy są to tylko ‘prywatne’ spekulacje tych głosicieli?

Być może, ale trzeba zauważyć, że Towarzystwo Strażnica miało nawet gotowy scenariusz ‘trzeciej wojny światowej’ i ten wydaje się być ciągle aktualny:

 

„W zamęcie walki między »dwoma królami«, będącymi szaleńczymi wrogami Jehowy Boga i Jego Królestwa, »królowie« będą mieli okazję wypróbowania i zastosowania przeciw sobie wszelkich rodzajów strasznej, śmiercionośnej broni” („Bądź wola Twoja na ziemi” 1961 rozdz. 11, akapit 54; ed. polonijna, 1964 rozdz. 11, akapit 57).

 

„Zgodnie z zapowiedzią anioła dzisiejszy świat jest uwikłany w zmagania króla północy z królem południa. Proroctwo ostrzega jednak, że wytworzy się jeszcze groźniejsza sytuacja. Pomaga nam to zachować równowagę i uniknąć zwiedzenia przez propagandę jednego czy drugiego króla. Czas teraz ugruntowywać zaufanie do Jehowy. Nie zapominajmy, że »Michał, wielki książę, (...) stoi w obronie« ludu Bożego. Tylko podporządkowanie się Królestwu Bożemu pod panowaniem Jezusa Chrystusa może nam zapewnić zbawienie” (Strażnica Rok CVIII [1987] Nr 20 s. 22).

 

Ten scenariusz do dziś, jak się wydaje, nie został odwołany!

Czy więc Świadkowie Jehowy by się cieszyli, gdyby on zaczął się realizować? Pytanie to pozostawiamy bez odpowiedzi.

 

Z powyższego widzimy, że Towarzystwo Strażnica i jego głosiciele mieli przez lata różny, choć częściowo podobny, stosunek do rozpoczynania się wojen. Od pewnej euforii z powodu wybuchu, przez oczekiwanie ze strachem, po ‘wróżenie’ nastania kolejnej wojny. Wszystkie te zachowania były podporządkowane wyczekiwaniu na Armagedon, który miał się rozwinąć z konfliktu między „królami północy i południa”.


Powrót do strony głównej
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2019