Spisek watykański w sprawie Qumran?

Autor: Jan Lewandowski luty 2009

Wśród antyklerykalnych poszukiwaczy sensacji istnieje teza, że Zwoje znalezione w Qumran zawierają rzeczy śmiertelnie niebezpieczne dla chrześcijaństwa, zwłaszcza dla Watykanu. Watykan, ta wszechmogąca instytucja, dla której nie istnieje nic niemożliwego, jeśli chodzi o kontrolę nad światem (jak ktoś nie wierzy to niech obejrzy Kod Dana Browna, gdzie znajdzie na to dowody), miał też ponoć cenzurować Zwoje oraz czuwać nad tym aby specjalny powołany przezeń zespół katolickich inkwizytorów ociągał się nad badaniami w tej kwestii w nieskończoność. Wszystko to rzecz jasna po to, żeby nikt nigdy nie dowiedział się całej prawdy w tej kwestii. Jak więc było w rzeczywistości?

Niestety, takie nieudolne denuncjacje są tylko kolejnym niewypałem na miarę właśnie Kodu Dana Browna, tak mocno skompromitowanego w kręgach historyków sztuki, czy historyków pierwotnego chrześcijaństwa (w tym również i tych niezwiązanych z chrześcijaństwem). A miało być już tak pięknie. Rozważmy kilka kwestii.

Już na samym wstępie niniejszego tekstu należy stanowczo podkreślić jedną, najważniejszą rzecz w całej tej sprawie: w 1993 roku wszystkie Zwoje znalezione w Qumran zostały udostępnione opinii publicznej do wglądu w mikrofilmowym wydaniu E.J. Brill (Leiden, Holandia), liczącym 6400 fotografii[1]. To nie jakieś tłumaczenie Zwojów, czy jakaś transkrypcja. Żeby sprawa była jasna: to Zwoje we własnej osobie, utrwalone na mikrofilmie, aby każdy mógł je sobie obejrzeć i odczytać w taki sposób, jakby miał je niemal w ręku. Nie ma zatem żadnego spisku Watykanu, który chowa Zwoje gdzieś w swych tajemnych komnatach i lochach. Chyba, że ktoś po prostu mimo wszystko bardzo chce wierzyć w to, że Watykan jednak ukradł i ukrył gdzieś jakieś znaleziska znad Morza Martwego. Ale na paranoidalne domysły po prostu nie ma rady. W takiej sytuacji mamy jednak do czynienia już tylko z niczym nie popartymi domysłami i spiskowymi teoriami dziejów. No cóż, zawsze będą ludzie, którzy mimo wszystko będą wierzyć w to, że kosmici opanowali rząd Stanów Zjednoczonych, lub w coś równie niedorzecznego. Nie ma na to siły. Nawet tak potężnej jak watykańska.

Prawdą jest jedynie to, że Watykan zakupił prawa do symbolicznej ilości Zwojów na własne posiadanie - chodzi o zaledwie 1500 cm kwadratowych tekstu. Jest to około 2,5 kartki formatu A4, ilość zupełnie niewielka w skali grot pełnych pozwijanych Zwojów. Prawa do czego zakupił Watykan? Czy chodziło o jakieś supertajne teksty, obalające ostatecznie chrześcijaństwo, które to skrawki chciał ukryć przed światem? Nonsens. Zakupił jedynie prawa do fragmentów zwyczajnych tekstów biblijnych. Zresztą obecnie Watykan nie posiada już praw do tych Zwojów, gdyż w 1961 roku zbył je na rzecz Jordanii[2]. Być może były tam więc dowody obalające sens istnienia Jordanii.

Zarzuca się, że siedmioosobowy zespół Rolanda de Vaux, który został powołany do odczytania Zwojów z Qumran, był zdominowany przez katolików. Miało to sprawić aby odczytali oni Zwoje zgodnie z ideologią Kościoła rzymskokatolickiego. Jest to jednak kolejny wymysł antyklerykałów. W rzeczywistości we wspomnianym zespole było tylko trzech katolików - Milik, Starcky i Skehan. Katolicy stanowili więc mniejszość w tym składzie, w którym zresztą znajdowali się nawet ateiści (M. Allegro, choć być może bardziej pasowałoby do niego określenie 'agnostyk'). Przynależność wyznaniowa nie miała żadnego znaczenia przy formowaniu zespołu. Liczyły się kompetencje i zapał. Jeśli wziąć pod uwagę de Vaux, przewodniczącego zespołu, to w tym wypadku mamy czterech rzymskich katolików w zespole. Ale nawet w tym momencie nadal ciężko tu mówić o jakiejś dominacji. Zresztą bezwzględna wierność Watykanowi to kwestia mocno dyskusyjna nawet w przypadku tych czterech osób, bowiem na przykład Milik porzucił po latach kapłaństwo i ożenił się. Trudno się tu dopatrywać jakiegoś bezwzględnego oddania Rzymowi. Prawdą jest też to, że po latach niektórzy z członków zespołu przeszli na katolicyzm. Tak zrobił choćby J. Strugnell. Ale to było już długo po tym (w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, choć zespół powołano do istnienia w latach 40-tych/50-tych) jak zaproszono go do zespołu badającego Zwoje, więc się nie liczy[3].

Sam Strugnell zresztą również nie może być posądzony o to, że w czasie gdy obejmował kierownictwo nad zespołem badającym Zwoje (po śmierci de Vaux i nieudanej kadencji jego następcy Benoita) nie dopuszczał do nich nikogo poza Watykanem, gdyż to właśnie on w 1990 roku przekazał znalezisko do badań Amerykanom i Izraelczykom właśnie[4].

Jeśli chodzi o opóźnienia w kwestii publikacji Zwojów, to przyczyny tych opóźnień są wielorakie, niezwykle złożone, a przede wszystkim zupełnie inne niż chcieliby łowcy sensacji i namiętni tropiciele spisków Watykanu. Członkowie zespołu badającego Zwoje nie byli przywiązani na stałe do scriptorium (miejsce w którym rozwijano i odczytywano Zwoje z Qumran). Zajmowali oni bowiem katedry poza granicami Jerozolimy i mogli badać Zwoje tylko w okresach ferii szkolnych. To znacznie wydłużało okres tych badań, gdyż ferie trwają krótko w skali roku[5].

Innym problemem w kwestii pracy nad Zwojami było to, że znajdowały się one w opłakanym stanie. Wilgoć, pleśń, owady, które wwiercały się w nie niczym świderki, dopełniały zniszczeń na miarę kataklizmu w skali mikro. Stosunkowo dużej partii Zwojów nigdy nie da się już odczytać. Te zaś, które da się, trzeba było składać kawałek po kawałku z małych skrawków, niczym mozaikę. Zwoje są bowiem pokruszone na małe części wielkości znaczka pocztowego, czy naszej jednogroszówki. Na tych skrawkach nie ma notatek zostawionych przez przewodnika ani wskazówek odnośnie tego jak łączyć je z pozostałymi kawałkami. Zanim w ogóle wykona się tę benedyktyńską pracę wpierw trzeba jeszcze zamienić się w detektywa i wiedzieć jak to zrobić. To pochłaniało mnóstwo czasu, całe lata. Strugnell ubolewał, że 'nie przewidział już w 1960 r., że jesteśmy absurdalnie przeciążeni robotą; zbyt niewielu badaczy pracowało nad tym zagadnieniem'[6]. Pewien z autorów oszacował, że niektórym z badaczy powierzono tak wielką ilość materiału do badań, że musieliby żyć po 120 lat aby to wszystko opracować[7].

Nie wiem czy wszyscy czytający ten tekst zdają sobie sprawę w jak fatalnym, wręcz tragicznym stanie były wyciągane z grot w Qumran Zwoje, dokonam tu więc pewnej ilustracji: wyobraź sobie, że dostajesz do ręki rolkę mokrego i zapisanego czymś papieru toaletowego, który nigdy nie wyschnie, gdyż przenikająca go przez setki lat wilgoć i pleśń sprawiły, że się rozszczepił i posklejał w jedną zbitą masę. Każda próba odwinięcia takiego papieru sprawia, że rwie się on po prostu pod własnym ciężarem, gdyż jedyny czynnik, jaki utrzymywał go w konsystencji stałej, znajdował się na powierzchni, do której on przylegał. Wrzuć taką rolkę papieru do umywalki pełnej wody a zaraz będziesz wiedział o co mi chodzi. Mniej więcej tak właśnie wyglądała praca nad odczytaniem Zwojów znad Morza Martwego.

Jeszcze innym problemem było to, że niektórzy niezastąpieni badacze z zespołu kierowanego przez de Vaux nie byli nieśmiertelni. Sam de Vaux zmarł zresztą w 1971 roku. Niejednokrotnie badacz zabierał ze sobą do grobu dziesiątki lat doświadczenia, wiedzy, czy wręcz geniuszu wymaganego do bycia we wspomnianym zespole. I o ile prawdą jest, że nie ma ludzi niezastąpionych (akurat, zastąpcie choćby Freddiego Mercurego!), to prawdą jest również to, że czasem zastępowanie kogoś trwa wieki.

W każdym razie twierdzenie, że Watykan celowo opóźniał pracę nad Zwojami jest absurdem, gdyż w zespole badającym Zwoje katolicy nie posiadali nawet większości. Jeśli już ktoś ma tu być winny, to czemu akurat katolicy i Watykan?

Zarzuca się, że de Vaux nie dopuszczał do badań nad Zwojami nikogo z zewnątrz, zwłaszcza Żydów. Jest to nonsens. Ale po kolei. Do 1967 roku rzeczywiście nie można było dopuścić do badań nikogo z Izraela, ponieważ Wschodnia Jerozolima, w której znajdowały się znaleziska z Qumran, była pod panowaniem Arabów, skonfliktowanych jak wiadomo z Żydami. Po 1967 roku, w którym nastąpiła Wojna Sześciodniowa, sytuacja zmieniła się diametralnie. Wtedy znalezisko przeszło w ręce państwa Izrael (choć Jordania nadal miała formalne prawo własności co do Zwojów, nie wliczając w to poszczególnych przypadków, w których prawo do poszczególnych skrawków tekstów miały też inne państwa, w tym sam Izrael[8]) i później bez przeszkód dopuszczano już uczonych żydowskich do badań nad Zwojami. Przykładem może być tu zaproszenie przez Strugnella takich uczonych żydowskich jak Emmanuel Tov, czy Elisza Quimron[9]. Do badań dopuszczano także uczonych z innych krajów, takich jak Holandia, czy USA[10]. W jednej z publikacji znajdujemy wyliczenie tekstów z Qumran, które nie zostały opublikowane przez zespół de Vaux, tylko przez innych uczonych mających swobodny dostęp do Zwojów[11]. Nie było tu więc żadnego zawłaszczenia tekstów z Qumran przez cenzurę watykańską. Takie antyklerykalne plotki są czystym mitem.

Innym powodem opóźnień w badaniach nad Zwojami były zwykłe ludzkie osobiste problemy członków zespołu. Milik miał problemy z alkoholem, znikał gdzieś na całe dnie bez wieści nie uprzedzając nikogo i paraliżując w ten sposób prace, gdyż zespół był tak zorganizowany, że każdy specjalizował się tylko w ściśle określonych zadaniach i nie mógł być tymczasowo zastępowany. Problemy z alkoholem miał również Strugnell i Allegro, który prawdopodobnie zaczął również zażywać narkotyki (a przynajmniej interesował się nimi)[12]. Strugnell dodatkowo zapadł na psychozę maniakalno depresyjną. Do tego wszystkiego dochodziły też tak prozaiczne czynniki jak zwykłe wypalenie się, znużenie tą wyjątkowo żmudną pracą oraz spadek entuzjazmu u członków zespołu w miarę upływających lat, co jest nieuchronnym elementem każdej działalności ludzkiej. Po prostu nie można robić czegoś całe życie z takim samym lub nawet wzrastającym zapałem. Każda namiętność musi w końcu wygasnąć z czysto psychologicznych powodów, nawet jeśli mamy do czynienia z największą sensacją archeologiczną stulecia[13].

Co ciekawe Allegro, który w 1958 roku zarzucał innym członkom zespołu opóźnienia w publikacji tekstów, sam opublikował swój tom Zwojów dopiero 10 lat później. Inne, dokonywane przez niego wcześniejsze próby opracowania Zwojów były niedokładne, chaotyczne i spotkały się z krytyką naukową[14].

Reasumując, zarzuty, że istnieje jakiś spisek watykański dążący do tego aby Zwoje znad Morza Martwego nie ujrzały światła dziennego, wydają się być kompletnie bezzasadne.



[1] Por. H. Stegemann, Esseńczycy z Qumran, Jan Chrzciciel i Jezus, Kraków 2002, s. 15; Z. J. Kapera, Półwiecze sporu o Zwoje znad Morza Martwego, Kraków 1996, s. 263.
[2] Tamże, s. 32, 36.
[3] Por. J. Fitzmyer, 101 pytań o Qumran, Kraków 1997, s. 173-174.
[4] Por. H. Stegemann, Esseńczycy z Qumran, dz. cyt., s. 37; por. też H. Shanks, Tajemnica i znaczenie Zwojów znad Morza Martwego, Warszawa 2002, s. 65.
[5] Por. O. Betz, O. Riesner, Jezus, Qumran i Watykan, Kraków 1994, s. 22; Z. J. Kapera, Półwiecze sporu o Zwoje znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 246.
[6] H. Shanks, Tajemnica i znaczenie Zwojów znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 59.
[7] Tamże, s. 65.
[8] Por. H. Stegemann, Esseńczycy z Qumran, dz. cyt., s. 26, 32-33, 35, 36; H. Shanks, Tajemnica i znaczenie Zwojów znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 61; J. Fitzmyer, 101 pytań o Qumran, dz. cyt., s. 8-12.
[9] Por. O. Betz, O. Riesner, Jezus, Qumran i Watykan, dz. cyt., s. 33; H. Stegemann, Esseńczycy z Qumran, dz. cyt., s. 26; Z. J. Kapera, Półwiecze sporu o Zwoje znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 253.
[10] Por. H. Stegemann, Esseńczycy z Qumran, dz. cyt., s. 26-27; H. Shanks, Tajemnica i znaczenie Zwojów znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 59; J. Fitzmyer, 101 pytań o Qumran, dz. cyt., s. 14-15.
[11] Por. J. Fitzmyer, 101 pytań o Qumran, dz. cyt., s. 171-172.
[12] Por. O. Betz, O. Riesner, Jezus, Qumran i Watykan, dz. cyt., s. 23.
[13] Por. H. Shanks, Tajemnica i znaczenie Zwojów znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 59; Z. J. Kapera, Półwiecze sporu o Zwoje znad Morza Martwego, dz. cyt., s. 250.
[14] Por. J. Fitzmyer, 101 pytań o Qumran, dz. cyt., s. 190-191.


Powrót do strony głównej
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2022