Omówienie jednego z najbardziej spektakularnych cudów w historii chrześcijaństwa. Ateiści często szydzą, że nigdy nie zdarzył się cud odrośnięcia amputowanej kończyny. A jednak coś takiego właśnie zdarzyło się i cud ten jest ponad wszelką wątpliwość potwierdzony przez publiczny proces świecki i zeznania kilkudziesięciu świadków. Poświadczone notarialnie akta z tego procesu są zachowane i badane do dziś. Zachowała się również dokumentacja medyczna, inne dokumenty urzędowe i niezależne potwierdzenia prasowe.
Gdy pierwszy raz dowiedziałem się o cudzie odrośniętej nogi, zaśmiałem się.
Tak, nawet ja, apologeta. Znany katolicki apologeta Vittorio Messori też się
zaśmiał. Myśleliśmy obaj niezależnie od siebie, że to tylko jakaś ludowa plotka
i wiejska legenda. A tymczasem nie. Wspomniany Vittorio Messori osobiście udał
się na miejsce cudu odrośniętej nogi w Calandzie, aby samodzielnie zbadać tę
sprawę. W 2008 roku w języku polskim ukazała się wyśmienita książka Messoriego
pt. Znak dla niewierzących. Książka ta jest istnym majstersztykiem i
skrupulatnym udokumentowaniem śledztwa przeprowadzonego przez Messoriego na
miejscu zdarzenia cudu odrośniętej nogi w Calandzie.
W niniejszym tekście omówię najważniejsze informacje i punkty z tejże książki. Wyeksponuję dowody. Ateiści często szydzą, w tym niezbyt rozgarnięty Richard Dawkins, że nigdy nie zdarzył się taki cud jak nagłe przywrócenie odciętej kończyny. Jednak taki cud właśnie jak najbardziej zdarzył się, co nie tylko wykazuje ignorancję ateistów pokroju Dawkinsa, ale przy okazji ostatecznie obala to ateizm. Kto był tym szczęściarzem, który osobiście doświadczył tak spektakularnego cudu? Jegomość ten nazywał się Miguel Juan Pellicer. Messori otwiera archiwa historyczne i bada niepodważalne akta notarialne i akta z procesu sądowego, który to proces jawnie i publicznie rozstrzygnął, że taki cud rzeczywiście miał miejsce. Warto dodać, że nie był to proces kościelny, ale świecki. Jest to zatem fakt niepodważalny historycznie. Poniżej omawiam główne punkty wspomnianej książki Messoriego. W nawiasach przytaczam odsyłacze do stron z tejże książki Messoriego.
Zostały spełnione wszystkie warunki wymagane przez prawo, aby w omawianym
przypadku mówić o prawdziwym cudzie (s. 7, 29).
Na początku swej książki Messori przytacza też pewną ciekawostkę, która nie
jest bezpośrednio związana z cudem odrośniętej nogi w Calandzie. Myślę, że warto
tę ciekawostkę uwzględnić w moim niniejszym eseju apologetycznym. Pewien sondaż,
który objął 398 najwybitniejszych uczonych, ujawnił, że tylko 16 spośród nich
uważa się za niewierzących, 15 za agnostyków, a aż 367 za wierzących (s. 9).
Wróćmy jednak do meritum niniejszej rozprawy. Miguel Juan Pellicer był
jedynakiem. Rejestry narodzin z Calandy zachowały się do dziś i nie pozostawiają
co do tego żadnych wątpliwości, donosząc, że dziecko ochrzczone jako Miguel Juan
urodziło się „pojedynczo” (s. 139). Miguel Juan nie pojawia się tylko raz w
zachowanych do dziś rejestrach chrztów. Drugi raz znajdujemy go tam jako
chrzestnego Marii Pelicer, jego bratanicy (s. 187).
Cud z Calandy jest w najdrobniejszych szczegółach udokumentowany i
potwierdzony w niezwykle drobiazgowym procesie publicznym (s. 11, 29). Akta tego
procesu zachowały się do dziś i są badane w Hiszpanii. W procesie tym
uczestniczyło aż dziewięciu sędziów i kilkudziesięciu świadków, którzy zeznawali
pod przysięgą. Realność wydarzenia została potwierdzona na piśmie po zaledwie
trzech dniach, na miejscu i przy udziale notariusza królewskiego, które to pismo
zostało sporządzone jako formalny akt prawny. Notariusz królewski nie był w
żaden sposób związany z osobami i miejscem wydarzenia. Noga, która została
przywrócona Miguelowi Juan Pellicerowi, była tą samą nogą, która została
amputowana i pogrzebana na przyszpitalnym cmentarzu w Saragossie, leżącej ponad
sto kilometrów od Calandy (s. 30, 73, 74, 96, 103, 104, 105, 136, 138, 140, 158,
172, 225, 232, 293, 297). Fakt amputacji nogi został potwierdzony przez lekarzy
chirurgów w publicznym procesie sądowym, którzy dokonali tego osobiście, o czym
napiszę szczegółowo dalej.
Wspomniany przed chwilą notariusz królewski miał na imię Miguel Andréu (s.
107, 108). Zachowała się dokumentacja z tej niezwykłej ekspedycji. Raport
notarialny posiada wszystkie wymagane prawnie cechy, które pozwalają potwierdzić
jego autentyczność, a dodatkowo został sporządzony na miejscu zdarzenia zaledwie
72 godziny po opisywanych wydarzeniach i uwierzytelniony przez dziewięciu
świadków. Oryginał tego raportu przetrwał do dziś i można go oglądać w witrynie
Urzędu Miejskiego w Saragossie - w gabinecie burmistrza. Urząd Miejski w
Saragossie znajduje się tuż obok uliczki o wymownej nazwie - calle Milagro
de Calanda: ulica Cudu z Calandy (s. 108, 113, 114, 116-117, 263, 277, 281,
282, 283). Mamy tu kolejne wymowne potwierdzenie tego, że nie mówimy o jakiejś
wiejskiej legendzie, która była jedynie niepotwierdzoną plotką. Cud z Calandy
jest niepodważalnym faktem historycznym, potwierdzonym ponad wszelką wątpliwość.
Miguel Andréu potwierdził swoimi pieczęciami notarialnymi wspomniany akt
prawny, stwierdzający autentyczność cudu w Calandzie zaledwie 72 godziny po
opisywanych wydarzeniach. O tym, że taki notariusz publiczny naprawdę istniał
możemy się przekonać z innych dokumentów historycznych, które zachowały się do
dziś, noszących ślad jego pieczęci i notarialnych potwierdzeń (s. 108, 111-112).
Mamy nawet zachowaną po dziś dzień księgę całej działalności tego notariusza za
jeden rok (s. 115, 118, 283). I ta właśnie księga również potwierdza ręką tego
samego notariusza pod numerem 22, że sporządził on akt prawny dotyczący cudu w
Calandzie. Andréu w tej odrębnej księdze nawet dokładnie opisał akt notarialny,
który sporządził na temat cudu w Calandzie. Był tak skrupulatny, że podał ilość
linijek tegoż dokumentu (siedem stron oraz sześć linijek na stronie następnej -
łącznie 151 linijek tekstu) oraz własnoręcznie wymienił tytuł sporządzonego
przez siebie aktu notarialnego na temat cudu w Calandzie: Acto público
Milagro que se hizo en Calanda - „Akt publiczny (dotyczący) Cudu, który
wydarzył się w Calandzie” (s. 118-119, 120-121). Czy można sobie wyobrazić
lepsze potwierdzenie notarialne cudu? Nie dość, że zachował się oryginał aktu
notarialnego potwierdzającego taki cud, to jeszcze mamy niezależną księgę aktów
notarialnych, sporządzonych ręką tego samego notariusza, który dodatkowo
potwierdza w innym dokumencie, że sporządził akt notarialny na temat cudu
odrośniętej nogi w Calandzie. Messori trafnie ironizuje w związku z faktem, że
120 lat po cudzie w Calandzie Wolter zażądał cudu potwierdzonego notarialnie.
Taki potwierdzony notarialnie cud zdarzył się właśnie w Calandzie (s. 108-109,
119, 222, 283). I to nie tylko jeden notariusz to potwierdził, ale mamy cały
proces publiczny, którego akta zachowały się do dzisiaj. Nie mogę się oprzeć
wrażeniu, że Bóg wprost odpowiedział na żądanie Woltera, tyle tylko, że z
wyprzedzeniem. Wspomniane dokumenty notarialne zachowały się do dzisiaj i są
przechowywane przez władze państwowe, a nie kościelne. Zresztą cały proces
sądowy dotyczący cudu w Calandzie został zainicjowany przez władze cywilne
(urząd miejski Saragossy) i dlatego to one przechowują po dziś dzień w gabinecie
burmistrza miasta wspomniane dokumenty związane z tym procesem (s. 120-121, 128,
147, 151, 283). To właśnie burmistrz miasta Saragossa, Lupercio Diáz de
Contamina, wniósł jako pierwszy o rozpoczęcie procesu, który ma zbadać cud
odrośniętej nogi w Calandzie. Dokumentacja historyczna jest w tej kwestii bardzo
precyzyjna i wymienia nazwiska oraz kwalifikacje członków oddelegowanych do
grona przysięgłych przez urząd miasta. Jeden z nich, Miguel Ciprés, jest
prokuratorem generalnym samego króla Filipa IV, mianowanym na urząd w prowincji
Aragonii (s. 129-130). W sprawę tę od początku byli więc zaangażowani wysocy
urzędnicy państwowi, co wyklucza ponad wszelką wątpliwość to, że mamy do
czynienia jedynie z jakąś wiejską legendą. Zachowały się też urzędowe dokumenty,
co tym bardziej wyklucza tezę, że mówimy tu jedynie o jakiejś plotce (s. 130).
Nie jest prawdą, jak często twierdzą ateiści w swej ignorancji, że nigdy nie
zdarzyło się nagłe i cudowne odrośnięcie tkanki kostnej u człowieka. Wśród
przypadków cudów zgłoszonych w Lourdes i potwierdzonych przez tamtejsze biuro
medyczne jest przypadek Petera van Ruddera, któremu w sposób nagły odrosło sześć
centymetrów bezpowrotnie utraconej tkanki kostnej. I słowo „nagły” nie oznacza
tu okresu trwającego tygodniami. Wręcz przeciwnie, mówimy o natychmiastowym
odrośnięciu tkanki kostnej. Wśród lekarzy badających ten przypadek był także
słynny profesor Thiriart, osobisty chirurg belgijskiego domu królewskiego (s.
41). Uzdrowienie van Ruddera zostało potwierdzone przez dwóch lekarzy,
śledzących jego przypadek od kilku lat, którzy sporządzili raport zaledwie kilka
godzin po uzdrowieniu. Nagłe uzdrowienie van Ruddera, polegające na
natychmiastowym i niewytłumaczalnym odrośnięciu aż 6 centymetrów bezpowrotnie
zniszczonej tkanki kostnej nogi, jest potwierdzone również przez dokumentację
fotograficzną, która do dziś znajduje się w biurze medycznym w Lourdes (s.
42-43, 46, 52, 54, 96, 226). Jeśli chodzi o cud nagłego odrośnięcia tkanki
kostnej, to w Lourdes mieliśmy jeszcze jeden taki przykład. A mianowicie chodzi
o przypadek Vittoria Michelego, pochodzącego z Trydentu. Nowotwór kości, mięsak,
bezpowrotnie zniszczył mu kość biodrową. Ta kość została w sposób nagły
odtworzona w momencie, gdy przenoszono go na noszach pod grotą w Lourdes (s. 44,
46).
Z książki Messoriego dowiadujemy się też kilku ciekawostek na temat Lourdes,
o których to ciekawostkach trudno dowiedzieć się gdzie indziej. Okazuje się, że
Ernest Renan, słynny wojujący antyklerykał francuski, był do tego stopnia
zaniepokojony cudami dokonującymi się w Lourdes, że potajemnie przekazał
zawrotną sumę 40 tysięcy franków w zamian za dokumenty i informacje, które
miałyby zdemaskować Lourdes jako mistyfikację. Inni ateiści również tego
próbowali. Jednak bez skutku (s. 45). Wyjątkowo interesujący jest dla mnie ten
niepokój, który powstaje u ateistów z powodu zdarzeń cudownych i nadnaturalnych.
Z jednej strony odgórnie negują oni z przyczyn ideologicznych (naturalizm
ontologiczny) fakt istnienia cudów lub nawet samą możliwość ich wystąpienia, z
drugiej zaś strony próbują kupić za duże pieniądze spokój sumienia w tej
kwestii. Czemu tak robią, skoro ich zdaniem cuda ponoć nie mogą w ogóle wydarzyć
się? Po co płacić tyle pieniędzy za zdobycie pewności o nieistnieniu cudów,
które rzekomo, według ateistów, i tak nie mogą wystąpić z zasady? Brak
konsekwencji i spójności w tych wszystkich ateistycznych działaniach. Coś tu
wyraźnie nie gra. Potwierdzają się słowa świętego Pawła, zgodnie z którymi
ateista za wszelką cenę tłumi prawdę o Bogu (Rz 1,18-22).
Wróćmy jednak do cudu odrośniętej nogi w Calandzie. Messori wprost z
jubilerską precyzją kolekcjonuje w swojej książce wszelkie możliwe informacje
historyczne na ten temat. Jedną z takich informacji historycznych jest wzmianka,
że o cudzie odrośniętej nogi żebraka z Calandy został też poinformowany ówczesny
papież Urban VIII. Wiadomość ta jest pewna i udokumentowana (s. 60).
Archiwa w Saragossie i gdzie indziej są dostępne dla wszystkich (s. 66).
Szczęśliwie, z pomocą opatrzności Bożej, akta publicznego procesu w sprawie cudu
z Calandy przetrwały po czerwonej rewolucji komunistycznej, gdy pewna kobieta
ukryła je w swojej piwnicy (s. 69).
Zachowały się też bardzo precyzyjne dokumenty szpitalne, dotyczące
Pellicera. Gdy przyjmowano go 3 sierpnia do szpitala Hospital Real w Walencji,
po wypadku związanym z jego nogą, która została później amputowana z powodu
gangreny, to opisano w tych dokumentach nawet szczegóły jego ubioru. Zachował
się nie tylko dokument sporządzony na tę okoliczność, ale również podpis
urzędnika administracyjnego na tym dokumencie: Pedro Torrosellas (s. 74).
Historyczny fakt amputacji nogi Pellicera jest również oficjalnie
poświadczony przez lekarzy, którzy dokonali tej amputacji na wysokości „czterech
palców poniżej kolana” (w czasie publicznego procesu sądowego chirurdzy zeznali
nawet dokładnie odnośnie do miejsca na nodze, w którym została amputowana
kończyna Pellicera). Nie tylko zachowały się nazwiska tych lekarzy, których
personalia znamy do dziś, ale zachowały się także ich zeznania, które złożyli
oni w publicznym procesie sądowym. Oto nazwiska tych chirurgów: profesor Juan de
Estanga, ordynator oddziału i wykładowca na uniwersytecie w Saragossie. A także
wybitni chirurdzy: Diego Millaruelo i Miguel Beltrán. Estanga zajmował się nogą
Pellicera i doglądał jej stanu również po amputacji, gdy Pellicer zjawiał się u
niego na wizyty kontrolne i zmiany opatrunków (s. 76, 79, 80, 127, 128, 137,
159, 165, 172).
W momencie amputacji nogi, która to amputacja została dokonana żywcem i bez
znieczulenia, Pellicer cały czas głośno wzywał Matkę Bożą z Pilar. To również
potwierdzili świadkowie zeznający w procesie oraz sam Pellicer (s. 77).
W czasie rzeczonej amputacji nogi Pellicera chirurgom asystował młody
praktykant. Znamy również jego nazwisko: Juan Lorenzo García. Zeznał on potem w
publicznym procesie, że po amputacji podniósł on pokrwawioną nogę z podłogi i
pokazał ją pielęgniarzom oraz administratorowi Pascualowi del Cacho. On również
zeznał później w publicznym procesie, że widział odciętą nogę Pellicera na
podłodze. García złożył ją w kaplicy i po jakimś czasie amputowana kończyna
została pochowana na przyszpitalnym cmentarzu. Potwierdził to potem w
publicznych zeznaniach sam Cacho, który zeznał również, że pocieszał płaczącego
Pellicera tuż po amputacji (s. 77, 128, 137, 172). Nie ma nawet cienia
wątpliwości, że noga Pellicera została amputowana. Zachowało się w tej sprawie
wystarczająco dużo dokumentów i zeznań świadków, włącznie z zeznaniami samych
lekarzy, którzy tej amputacji dokonywali. García zeznał nawet dokładnie w jakiej
pozycji ułożył w specjalnie wykopanym dole amputowaną kończynę i na jakiej
głębokości ją zakopał: noga została położona poziomo na głębokości dłoni. Dwa i
pół roku później dół ten został znaleziony pustym (s. 78, 91, 96, 128, 137).
Potwierdziła to nawet lokalna gazeta „Aviso Histórico”, wydana w dniu 4 czerwca
1640 roku, która przy okazji opisała również rozpoczynający się publiczny proces
w sprawie cudu przywrócenia amputowanej nogi Pellicera w Calandzie (s. 96, 132).
Po amputacji nogi Pellicerowi zostało wystawione oficjalne zaświadczenie
urzędowe, wydane przez gminę, że jako kaleka bez nogi może on zbierać jałmużnę
(s. 78, 84). Jest to kolejne pisemne potwierdzenie faktu, że omawiana amputacja
rzeczywiście miała miejsce. Świadectwo to jest o tyle znamienne, że Pellicer był
znany wszystkim w całym mieście jako żebrak bez nogi. Tysiące ludzi było zatem
świadkami tego, że dwa lata później Pellicer miał z powrotem swoją nogę na swoim
miejscu - tę samą nogę, którą mu wcześniej odcięto. Potwierdzą to dokumenty
publicznego procesu sądowego i liczne zeznania świadków (s. 79, 98, 100-101,
103, 149, 150, 159, 164, 172, 190, 232, 295).
A todo un pueblo no se le engańa - nie można oszukać całego
miasteczka. Postawienie z inicjatywy władz miasta kościoła w miejscu, w którym
dokonał się cud, byłoby absolutnie nie do pomyślenia, gdyby wszyscy mieszkańcy
Calandy nie mieli pewności co do cudu (s. 160-163, 165). Grafika odciętej nogi
była widoczna i obecna w tym miasteczku wszędzie, nie tylko na portalu kościoła,
obrazach sakralnych, ale nawet na męskich i damskich guzikach kamizelek (s. 162,
164-165, 173).
Po zakończeniu publicznego procesu, w którym stwierdzono cud odrośniętej
nogi, wystrzelono w mieście fajerwerki i zachowała się nawet faktura oraz dowód
wpłaty w związku z kosztami poniesionymi tytułem tego wydarzenia. Oto kolejne
dokumenty historyczne, które możemy dołączyć do całej sterty innych dokumentów
historycznych potwierdzających to nadprzyrodzone zdarzenie (s. 149).
Notariusze stworzyli natychmiast poświadczone pieczęciami odpisy całych akt
procesowych wraz z orzeczeniem wyroku odnośnie do cudu odrośniętej nogi
Pellicera w Calandzie. Odpisy te zachowały się do dziś (s. 151, 154). Oryginał
wspomnianego wyroku zachował się w archiwach do lat trzydziestych XX wieku (s.
152). W 1829 roku ów oryginał został w całości wydany w książce Ramóna Manera,
niejednokrotnie wznawianej w Hiszpanii (w latach 1872, 1894, 1940) i dostępnej w
każdej dobrze zaopatrzonej bibliotece. Wydanie z 1829 roku również jest
poświadczone notarialnie pieczęciami i podpisami dwóch notariuszy, którzy
zaświadczają zgodność kopii z oryginałem (s. 153, 156). Messori miał w ręku
poświadczony notarialnie jeden z odpisów akt procesowych dotyczących cudu
odrośniętej nogi Pellicera z Calandy i bardzo dokładnie opisuje cechy
charakterystyczne tego odpisu w swej książce. Badał tenże odpis i widział
zaświadczenia notariuszy potwierdzających autentyczność tego dokumentu, którzy
sporządzili go tego samego lub następnego dnia po tym, gdy wydano wyrok i przy
okazji ci notariusze sami brali udział w publicznym procesie sądowym dotyczącym
cudu odrośniętej nogi w Calandzie (s. 154-157).
Rodzicie Pellicera i jego babcia również zeznali w publicznym procesie
sądowym, że w noc cudu ich synowi została z powrotem przywrócona amputowana
noga. Messori przytacza szczegółowy opis ich zeznań. Zostały one złożone
wstępnie wobec notariusza już w zaledwie trzy dni po cudzie, w poniedziałek (s.
92-96, 97, 135, 137, 164, 172, 282).
Świadkiem w publicznym procesie sądowym dotyczącym cudu odrośniętej nogi w
Calandzie był również Juan de Mazas, właściciel karczmy w de las Tablas, który
również zeznał, że pamięta doskonale Pellicera z okresu, gdy ten miał tylko
jedną nogę. A teraz de Mazas zaświadcza, że ten sam człowiek, Miguel Juan
Pellicer, ma dwie nogi (s. 81, 137). Na świadka wezwano również właściciela
karczmy z Samper, u którego beznogi Pellicer nocował w drodze do domu (s. 137).
Messori skrupulatnie wylicza nazwiska różnych naocznych świadków, których
kluczowe zeznania zachowały się w dokumentach publicznego procesu sądowego
dotyczącego cudu odrośniętej nogi w Calandzie. Świadków tych jest od groma i są
oni niezależni od siebie.
Poganiacz mułów Juan Monreal jest kolejnym niezależnym świadkiem, który
zeznał w publicznym procesie sądowym, że widział Pellicera bez nogi, gdy ten
podróżował do Calandy (s. 82). Wielu takich świadków z gminy Belmonte de Mezquín
zostało wezwanych na świadków w publicznym procesie sądowym dotyczącym cudu w
Calandzie, aby złożyć zeznania, że widzieli Pellicera, który zbierał jałmużnę z
kikutem odciętej nogi (s. 84-85).
Miguel Barrachina i Ursula Means to kolejni świadkowie wymienieni w
dokumentach procesu sądowego dotyczącego cudu odrośniętej nogi w Calandzie,
którzy zaświadczyli w tymże publicznym procesie, że Miguelowi Juanowi
Pellicerowi została przywrócona amputowana noga w noc po tym, gdy oboje
odwiedzili rodzinę Pellicerów. Miguel i Ursula byli sąsiadami Pellicerów i ich
zeznania mają szczególną wartość. Świadkowie opisują szczegółowo podczas
publicznych zeznań procesu sądowego, jak wcześniej przed zajściem cudu w
Calandzie dotykali zabliźnioną i pokrytą grubym strupem ranę nogi Pellicera już
po amputacji. A następnie w miejscu amputowanej nogi dostrzegli przywróconą
cudownie nogę Pellicera, tę samą, która wcześniej była amputowana (s. 90, 97,
135, 137, 164, 251-253, 297).
Do miejsca cudu w Calandzie udają się natychmiast nie tylko sąsiedzi
Pellicerów i notariusz, ale również przedstawiciele miejscowej władzy, w tym
justicia, czyli sędzia i zarazem urzędnik odpowiedzialny za porządek
publiczny - Martín Corellano. Sporządził on raport dla władz Saragossy, wysłany
następnie do Madrytu. Na miejsce zdarzenia przybiegają również burmistrz Miguel
Escobedo, jego zastępca Martín Galino oraz wspomniany już notariusz Lázaro
Macario Gomez. Wszyscy oni zostali potem wezwani jako świadkowie w publicznym
procesie sądowym dotyczącym cudu w Calandzie i potwierdzą, że człowiek imieniem
Juan Miguel Pellicer, którego znali jako beznogiego kalekę z kikutem, teraz
nagle ma z powrotem dwie nogi. Burmistrz Escobedo stwierdził nawet w czasie
swych zeznań, że nie mogąc sobie wytłumaczyć jak to się mogło stać, „obmacał
nogę i połaskotał stopę” (s. 98, 122, 137, 164, 232, 296). Wśród przybyłych do
domu Pellicerów byli także dwaj miejscowi chirurdzy, którzy potwierdzili
wydarzenie w sposób profesjonalny: Juan de Rivera i Jusepe Nebot. Obaj
oświadczyli potem, że musieli poddać się oczywistości dowodów, które obaliły ich
instynktowne niedowierzanie (s. 98, 100, 164, 172, 298). Wydarzenia te
potwierdził również niemiecki lekarz, Petrus Neurath, który udał się osobiście
na miejsce zdarzenia i uwiecznił swoje świadectwo odnośnie do cudu odrośniętej
nogi w Calandzie w swoim napisanym po łacinie traktacie (s. 100, 159). Podobne
dziełko ogłosił drukiem Jerónimo de San José, który zaledwie trzynaście dni po
publicznym procesie dotyczącym cudu odrośniętej nogi w Calandzie również opisał
całą sprawę. To kolejne historyczne potwierdzenie cudu w Calandzie (s. 91). I
wcale nie ostatnie. Obecny w tym mieście niedługo po dokonanym cudzie
Jean-François-Paul de Gondi vel de Retz również zaświadczył o tym
cudzie w swych pamiętnikach wydanych pod tytułem Mémoires, w których
pisał, że tysiące ludzi obecnych w Calandzie zaświadcza o prawdziwości cudu
przywrócenia nogi, którego byli naocznymi świadkami: znany im przez lata kaleka
z kikutem amputowanej nogi, którą nacierał olejem z lamp, ma teraz obie nogi
całe i zdrowe. Gondi pisał, że mógłby zebrać ponad dwadzieścia tysięcy świadków,
którzy mogliby o tym cudzie zaświadczyć. Pisał też, że co roku obchodzi się
huczne święto w Calandzie związane z tymże cudem, na które coraz liczniej
przybywają liczne tłumy spoza okolicy. Tłumy te są tak wielkie, że widoczne są
one jako pielgrzymujące w odległości jednego dnia marszu od Calandy. Gondi
rozmawiał z Pellicerem również osobiście i dowiedział się od niego samego o
szczegółach zdarzenia (s. 190-191, 195).
Wspomniany już wyżej Martín Corellano to bardzo ważny naoczny świadek cudu
odrośniętej nogi w Calandzie. Był on sędzią pierwszej instancji, odpowiedzialnym
za porządek publiczny w mieście i to właśnie on wraz z burmistrzem i innymi
przedstawicielami lokalnych władz przybiegł o świcie 30 marca do Pellicerów,
stając się naocznym świadkiem cudu odrośniętej nogi (s. 122). Corellano był
urzędnikiem publicznym. Trudno uznać świadka takiej rangi za niewiarygodnego.
Podczas publicznego procesu sądowego w Saragossie Corellano został oznaczony
jako świadek numer 18 i zeznawał pod uroczystą przysięgą (s. 122, 136).
Corellano potwierdził w czasie swych zeznań, że ten sam człowiek, którego znał
jako osobę bez nogi, czyli Juan Miguel Pellicer, teraz ma już obie nogi. W
zeznaniach Corellano nie ma nawet najmniejszych wątpliwości odnośnie do tego
faktu. Tak samo zeznali inni urzędnicy, którzy byli razem z Corellano obecni na
miejscu zdarzenia. Corellano nie tylko potwierdził zajście cudu w publicznym
procesie sądowym, ale on sam natychmiast i bezzwłocznie sporządził również
raport urzędnika-policjanta, który został wysłany do Saragossy. Informacja ta
rozeszła się błyskawicznie wśród najwyższych władz państwowych. Wiadomo dziś, że
wkrótce wiedziano o cudzie odrośniętej nogi w Calandzie już w Madrycie, gdzie
został o tym powiadomiony za pośrednictwem kuriera niejaki don Gaspar de Guzmán,
słynny hrabia-książę de Olivares, faworyt króla Filipa IV, którego to właśnie
Guzmán natychmiast poinformował o tym zdarzeniu. Z czasem król wezwał do swego
madryckiego pałacu Juana Miguela Pellicera, aby osobiście przekonać się o cudzie
odrośniętej nogi (s. 122-124, 127, 158, 159, 170-174). O tym, że zdarzenie takie
nastąpiło rzeczywiście mamy potwierdzenie również ze źródeł niezależnych od
historiografii hiszpańskiej. Mianowicie do gry weszła tu dyplomacja angielska, w
osobie ambasadora Anglii lorda Hoptona, który sporządził na temat cudu
odrośniętej nogi w Calandzie sprawozdanie dla króla Anglii Karola I (s. 171).
Cud przywróconej na swe miejsce nogi dokonał się w Calandzie, 29 marca 1640
roku. Sam król Hiszpanii Filip IV, po pozytywnym zakończeniu procesu sądowego
dotyczącego tego cudu, wezwał uzdrowionego Juana Miguela Pellicera do swojego
pałacu w Madrycie i ukląkł przed nim, aby ucałować cudownie przywróconą nogę (s.
31, 158, 159).
Żaden spośród dziewięciu członków kolegium sędziowskiego w sprawie cudu
odrośniętej nogi w Calandzie nie był członkiem kapituły sanktuarium Matki Bożej
z Pilar, gdzie Pellicer uczęszczał wraz ze swoją amputowaną nogą, którą smarował
olejami z lamp w tymże sanktuarium. To gwarantowało niezależność i obiektywność
kolegium sędziowskiego. Wiarygodność akt i protokołów procesu publicznego w
sprawie cudu odrośniętej nogi w Calandzie była gwarantowana przez podpisy aż
czterech notariuszy, które to podpisy i pieczęcie można oglądać do dziś na
dokumentach procesowych. Nazwiska tych notariuszy są również dobrze znane w
historii Saragossy (s. 135-137, 141, 145, 146, 174, 221, 232).
Kilkudziesięciu świadków potwierdziło w publicznym procesie sądowym
dotyczącym cudu w Calandzie, że beznogi mężczyzna, Juan Miguel Pellicer, którego
znali jako kalekę, teraz ma z powrotem nogę. Świadkowie byli nawet zachęcani
przez sędziów do wyrażenia wątpliwości, jednak żaden z nich się na to nie
zdecydował. Byli oni pewni swoich zeznań (s. 138, 140, 148, 164). Ogólnie akta
procesowe publicznego dochodzenia sądowego w sprawie cudu odrośniętej nogi z
Calandy zawierają nazwiska 102 osób - sędziów, notariuszy, prokuratorów,
urzędników sądowych, lekarzy, pielęgniarzy, karczmarzy, rolników, woźniców
etcetera. Przy pomocy niezależnych źródeł historycy odtworzyli biografię
każdego z tych uczestników publicznego procesu sądowego i nie ma wątpliwości, że
tacy ludzie naprawdę istnieli. Historyczność procesu w Saragossie w sprawie cudu
odrośniętej nogi w Calandzie jest więc wykazana ponad wszelką wątpliwość (s.
141).
Udokumentowano nawet taki szczegół, że na nodze Juana Miguela Pellicera
znajdowała się blizna, która tworzyła czerwoną obręcz w miejscu, w którym
kawałek jego cudownie przywróconej nogi połączył się z powrotem z resztą jego
nogi (s. 101, 159, 172).
Izdebka, w której Juanowi Miguelowi Pellicerowi została w sposób cudowny
przywrócona amputowana noga, ta sama, którą mu wcześniej odcięto, została
przekształcona w kaplicę, która istnieje do dziś (s. 97, 199, 216).
Messori trafnie odnotowuje, że fakt przywrócenia nogi, która została
amputowana Miguelowi Juanowi Pellicerowi dwa lata wcześniej, obala z miejsca
ateizm. Ideologia ateistyczna opiera się na urojeniu (s. 12). Cud odrośniętej
nogi z Calandy ostatecznie obala więc ateizm, zgodnie ze stwierdzeniem samego
Ernesta Renana, słynnego antyklerykała, który stwierdził swego czasu, że
wystarczyłby jeden udowodniony cud, aby obalić ateizm (s. 222-223). Tak też się
stało. Cud odrośniętej nogi w Calandzie obala ateizm.
Cud odrośniętej nogi z Calandy jest w sposób pewny i niepodważalny
udokumentowany historycznie i jeśli ktoś go odrzuca, to powinien konsekwentnie
odrzucić całą historię ludzką (s. 232, 155).
Warto też wspomnieć, że komunistyczni trockiści i anarchiści zabili w
Hiszpanii ponad siedem tysięcy księży, wśród których było trzynastu biskupów (s.
20, 65). To taka makabryczna ciekawostka, którą Messori podaje na marginesie
rozważań swojej książki o cudzie odrośniętej nogi w Calandzie. Ach ten
tolerancyjny ateizm.
Na końcu swej książki Messori załącza fotokopie i tłumaczenia dokumentów
notarialnych i procesowych związanych z potwierdzeniem cudu odrośniętej nogi w
Calandzie. Od strony 237 do strony 241 książki Messoriego znajdujemy tłumaczenie
aktu notarialnego Miguela Andréu, o którym to akcie wspominałem już wyżej. Akt
ten został sporządzony zaledwie 72 godziny po dokonaniu się cudu odrośniętej
nogi w obecności świadków, którzy o tym zaświadczyli i przy okazji zaświadczyli
też inne okoliczności. W akcie tym znajdujemy między innymi następujące
informacje - strony podaję za polskim wydaniem książki Messoriego:
- gnijąca w wyniku wcześniejszego wypadku noga Juana Miguela Pellicera została
przepiłowana od prawego kolana w dół przez doktora Estangę, chirurga. Następnie
amputowana noga została pogrzebana na przyszpitalnym cmentarzu i w miejsce
odpiłowanej nogi Juanowi Miguelowi Pellicerowi założono drewnianą protezę (s.
237-238).
- fakt wkładania przez Juana Miguela Pellicera odciętego kikuta nogi w drewnianą
protezę poświadczyli następujący świadkowie przesłuchani przez notariusza,
którzy widzieli to na własne oczy (a nawet namacalnie to sprawdzili przez
dotykanie tegoż kikuta) i podpisali się pod aktem notarialnym przez niego
sporządzonym. Byli to między innymi: Matheo Benetón, murarz; Colao Calbu,
rolnik; Bartholomé Sans, kamieniarz; Jaime Pellicer i Juan Castańer, rolnicy;
Jorge Ceruera, mieszkaniec miasteczka Belmonte; María Blasco; rodzice Juana
Miguela Pellicera; Gaspar Pasqual, rolnik z miasteczka La Ginebrosa (s.
239-241).
- akt notarialny sporządzony przez Miguela Andréu stwierdza również istnienie
śladów kłów po ugryzieniu psa i blizn po usunięciu torbieli na cudownie
przywróconej i wcześniej amputowanej nodze Juana Miguela Pellicera. Jest to
namacalny dowód na to, że odzyskana w sposób nadprzyrodzony noga jest tą samą,
która została pogrzebana na przyszpitalnym cmentarzu, skąd zniknęła po dokonaniu
się cudu w Calandzie (s. 240, 293).
Na stronach 241-250 Messori przytacza orzeczenie wyroku z publicznego
procesu sądowego w sprawie cudu odrośniętej nogi w Calandzie. Wyrok ten
stwierdza jednomyślnie, że amputowana noga została w sposób niewyjaśniony
naturalnie przywrócona Juanowi Miguelowi Pellicerowi i jest to dokładnie ta sama
noga, która została mu odpiłowana (s. 246-249). Ten wyrok również zachował się w
oryginale dokumentu historycznego. Ogłoszony wyrok dotyczący cudu odrośniętej
nogi w Calandzie zawiera szczegółowe uzasadnienie oraz relację z przesłuchań
świadków, którzy byli przesłuchiwani w rzeczonym procesie sądowym, między innymi
wspomniany już profesor Estanga, który osobiście amputował nogę Juanowi
Miguelowi Pellicerowi i zeznał o tym pod przysięgą w czasie tegoż procesu
sądowego. Świadkowie są ponumerowani w orzeczeniu wyroku i Estanga jest
oznaczony jako pierwszy świadek w całym tym publicznym procesie sądowym (s.
245). Uzasadnienie wyroku powtarza szczegółowo wszystkie te informacje, które
podawałem już wyżej. W treści tegoż wyroku dotyczącego cudu odrośniętej nogi w
Calandzie istotna jest informacja, że w tym publicznym procesie sądowym
uczestniczy Rada Miasta Saragossa przez swych delegatów, którzy są wymienieni z
nazwiska, między innymi wspomniany już wyżej Miguel Ciprés, notariusz (s.
241-242). Orzeczenie wyroku dotyczącego cudu odrośniętej nogi w Calandzie często
podkreśla, że świadkowie dotykali amputowanej nogi w miejscu blizny po odcięciu,
choć chwilę później zobaczyli Juana Miguela Pellicera już z obiema nogami, co
wprawiło ich w zdumienie i stan niepojętości. Przywrócona noga była - wedle
zeznań świadków - dokładnie tą samą nogą, którą Juan Miguel Pellicer miał przed
amputacją, co świadkowie wiedzieli stąd, że miała ona cechy charakterystyczne w
postaci blizn po ugryzieniu psa i zabiegu usunięcia torbieli, których doznał on
w dzieciństwie (s. 243-244). Na samym końcu omawianego dokumentu widnieje podpis
kolejnego notariusza, który zaświadcza autentyczność historyczną tegoż
dokumentu: Antonio Albert Zaporta z Saragossy, który określa się jako urzędnik
publiczny i kancelista, który jednocześnie zaświadcza, że był obecny w czasie
rzeczonego publicznego procesu sądowego dotyczącego cudu odrośniętej nogi w
Calandzie (s. 250).
Na stronach 256 do 288 Messori umieszcza bezcenne fotografie i reprodukcje,
które obok dokumentacji historycznej dodatkowo potwierdzają zawarte w jego
książce informacje historyczne dotyczące cudu odrośniętej nogi w Calandzie. Na
stronach 284-285 swej rzeczonej książki Messori zamieszcza fotografie
oryginalnych akt procesowych dotyczących cudu odrośniętej nogi w Calandzie,
które zachowały się do dziś. Na fotografiach widać pieczęcie notarialne
naniesione na protokołach tychże akt procesowych. Na stronie 284 swej
wspomnianej książki Messori publikuje swoje własne zdjęcie w momencie, w którym
trzyma owe akta procesowe w ręku. Dokumenty te znajdują się dziś w gablotach
muzealnych i są cały czas dostępne dla historyków, którzy je badają. Jeden z
takich historyków jest obecny na zdjęciu z Messorim (s. 284).
Na stronie 283 znajdujemy zdjęcie wspomnianego już przeze mnie wyżej
rejestru działalności notariusza królewskiego Miguela Andréu za cały rok. Jak
pisałem już w niniejszym tekście, rejestr ten umieszcza w swym wykazie akt
notarialny dokumentujący cud odrośniętej nogi w Calandzie, który to akt został
spisany zaledwie 72 godziny po tym cudzie. Rejestr ten jest niewątpliwie
historycznym i niezależnym potwierdzeniem tego, że taki akt notarialny
rzeczywiście został spisany. Messori publikuje zdjęcie wspomnianego rejestru,
który to rejestr jest widoczny w gablocie muzealnej jako otwarty do wglądu.
Na stronie 263 omawianej książki Messoriego znajdujemy zdjęcie szyldu ulicy
w Saragossie poświęconej cudowi odrośniętej nogi w Calandzie: Calle del
Milagro de Calanda. Na stronie 272 znajdujemy zdjęcie obrazu z cudem
odrośniętej nogi w Calandzie, który to obraz został sporządzony niedługo po tym
wydarzeniu. Dziś obraz ten znajduje się w Saragossie. Na stronach 275-276
omawianej książki Messoriego odnajdujemy fotografie szczęśliwie zachowanych do
dziś fresków przedstawiających cud odrośniętej nogi w Calandzie, które zostały
sporządzone niedługo po tym cudzie i znajdują się w kościele, który został
wybudowany na miejscu izdebki mieszkania Pellicerów, gdzie miał miejsce cud
odrośniętej nogi. Izdebka ta jest po dziś dzień oddzielona specjalną kratą
odgradzającą, przez którą mogą wchodzić jedynie kapłani, a jej zdjęcia
znajdujemy na stronach 277 i 278 omawianej książki Messoriego.
Na samym końcu swej omawianej tutaj przeze mnie książki o cudzie odrośniętej
nogi w Calandzie Messori zamieszcza wywiad z profesorem Landinem Cúgolą,
traumatologiem i docentem mikrochirurgii na wydziale medycznym uniwersytetu w
Weronie (s. 291-300). Cúgola wykazuje w tym wywiadzie, po przeanalizowaniu akt
procesowych dotyczących cudu odrośniętej nogi w Calandzie, że sytuacja kliniczna
przywróconej nogi Juana Miguela Pellicera była absolutnie zgodna z naszą
ówczesną wiedzą medyczną. Opisując procesy związane z adaptowaniem się
przywróconej nogi Pellicera, tamci ludzie nie mogli tego opisu po prostu
wymyślić, gdyż nie posiadali aktualnej wiedzy medycznej, która byłaby im
niezbędna do stworzenia tegoż opisu (s. 292-293). Cúgola zauważa, że jest pewna
wewnętrzna logika cudu odrośniętej nogi z Calandy. To właśnie stara noga powinna
zostać przywrócona Juanowi Miguelowi Pellicerowi, a nie nowa. Dzięki temu
pozbywamy się ryzyka odrzucenia obcej, czyli nowej kończyny, co często zdarza
się przy przeszczepach nowych kończyn. Chorzy muszą przyjmować coraz większe
dawki silnych środków przeciw odrzuceniu przez organizm przeszczepu nowej
kończyny. W czasach Juana Miguela Pellicera takie lekarstwa i wiedza z tym
związana oczywiście nie istniały (s. 294-295). Cugola odnotowuje też, że zgodnie
z zasadami współczesnej reimplantacji wiemy, że palce przywróconej kończyny są
zgięte w dół i ścięgna są skurczone - corbadas hacia abajo, encogidos.
Tak wynika też z opisu świadków amputowanej nogi Juana Miguela Pellicera. Tamci
ludzie nie mogli posiadać takiej współczesnej wiedzy klinicznej i tym samym nie
mogli tego zmyślić (s. 295). Cúgola zwrócił też uwagę na opis burmistrza Calandy,
Miguela Escobedo, który zeznał pod przysięgą, że łaskotał przywróconą nogę Juana
Miguela Pellicera tuż po wystąpieniu cudu odrośnięcia wcześniej amputowanej
kończyny. Pellicer powiedział mu wtedy, że czuje ciepło w tej nodze. Jest to
właśnie dokładnie taki obraz kliniczny, jaki występuje po reimplantacji.
Krążenie wraca wtedy do nogi, podkreśla Cúgola (s. 296).
Cúgola zwraca również uwagę na to, że z opisu świadków cudu w Calandzie
wynika, że przywrócona kończyna Juana Miguela Pellicera była sina jak śmierć i w
niektórych częściach miała kolor fioletowy. Jest to idealnie zgodne ze
współczesną wiedzą medyczną, która informuje nas o tym, że w reimplantowanej
kończynie pojawiają się takie właśnie zmiany w zabarwieniu. Tamci ludzie znowu
nie mogli tego zmyślić, gdyż nie istniała w ich czasach praktyka reimplantowania
kończyn (s. 296-297). Cúgola zwraca też uwagę na dokonany pod przysięgą opis
dwóch chirurgów, którzy amputowali wcześniej nogę Juanowi Miguelowi Pellicerowi.
Zauważyli oni, że w przywróconej Pellicerowi nodze spuchła kostka. Tak właśnie
się dzieje w przypadkach reimplantacji, zauważa Cúgola. Zwolnienie krążenia
połączone z trudnością żylnego powrotu krwi powoduje właśnie zastój krwi i w
efekcie spuchnięcie kostki. Tamci ludzie też nie mogli tego wiedzieć, gdyż nie
dokonywano wtedy jeszcze przeszczepów kończyn (s. 298-299). Cúgola zwraca uwagę
na jeszcze jedną rzecz. Wiadomo z dokumentów i zeznań publicznego procesu
sądowego związanego z cudem w Calandzie, że przywrócona Juanowi Miguelowi
Pellicerowi noga była krótsza od jego drugiej nogi o jakieś trzy centymetry.
Dokładnie tak powinno być. Gdy odejmiemy zniszczoną w wyniku wypadku i gangreny
tkankę, to właśnie dlatego przywrócona noga powinna być krótsza. Z czasem taka
noga uzyskuje w wyniku naturalnego przyrostu długość drugiej nogi. Tak właśnie
działo się w przypadku nogi Juana Miguela Pellicera, co wiemy z zeznań świadków
cudu w Calandzie. I tak właśnie dzieje się współcześnie w przypadku udanych
przeszczepów, podkreśla Cúgola. Tamci ludzie znowu nie mogli tego wszystkiego
wiedzieć (pierwsze próby związane z przeszczepami kończyn miały miejsce dopiero
w latach sześćdziesiątych XX wieku i były zresztą nieudane). Ich opisy i
publiczne zeznania sądowe w tej kwestii są jednak w pełni zgodne z naszą
współczesną wiedzą medyczną, do której ludzie tamtych czasów nie mieli dostępu.
To dodatkowo potwierdza prawdziwość ich procesowych zeznań i dokumentów,
odnotowuje Cúgola (s. 299-300).
Przykład cudu odrośniętej nogi z Calandy dobitnie potwierdza, że ateizm jest
jedynie efektem wyparcia i przejawem ignorancji. Historycznej prawdziwości cudu
odrośniętej nogi z Calandy nie da się obalić. Mamy tu do czynienia z niemal
namacalnym doświadczeniem nadprzyrodzonej interwencji w historię ludzkości.
Ateizm jest martwy po takim niepodważalnym historycznie wydarzeniu. Jest trupem.
Zresztą cuda w Kościele zdarzają się na całym świecie niemal codziennie. Bóg nie
próżnuje i sukcesywnie dobija truchło ateizmu, które od dawna znajduje się już w
stanie permanentnej agonii.
Gdy czytałem książkę Vittorio Messoriego o cudzie odrośniętej nogi w
Calandzie, to w pewnym momencie dosłownie zmroziło mnie i włosy stanęły mi dęba.
Poczułem się jakbym dotknął Boga. Wyobraź sobie, że codziennie widujesz młodego
żebraka pod kościołem, który od kolana w dół nie ma nogi. W miejscu kolana
widzisz strupy. Następnego dnia widzisz go z nogą. Chirurdzy, którzy amputowali
mu nogę, nie rozumieją co się stało i publicznie zeznają przed sądem urzędu
miejskiego, że przecież osobiście amputowali mu tę nogę. Przed sądem zeznają też
pielęgniarze, którzy zakopali amputowaną nogę w ziemi obok szpitala. Następnie
ci sami pielęgniarze i chirurdzy zeznają publicznie przed sądem, że ten sam
człowiek, któremu amputowali nogę, ma teraz z powrotem tę nogę. Zostały nawet
blizny po amputacji, ale odcięta noga od kolana w dół pojawiła się z powrotem na
swoim miejscu. Przed sądem zeznają nie tylko lekarze profesorowie, którzy
osobiście amputowali tę nogę. Zeznających świadków jest o wiele więcej i są od
siebie niezależni. W zasadzie widziało to setki osób z kilku miejscowości.
Wszyscy świadkowie zeznają pod przysięgą dokładnie to samo. Co więcej, wszystkie
te zeznania świadków zachowały się do dziś w aktach sądowych badanych przez
historyków. Dokumenty zachowują poświadczenia notarialne i nawet notariuszy
można obecnie zweryfikować na podstawie innych dokumentów historycznych. Mamy
dziś do dyspozycji nie tylko doskonale zachowaną i potwierdzoną dokumentację z
publicznego procesu dotyczącego cudu odrośniętej nogi w Calandzie, ale mamy
również i wzmianki na temat tegoż cudu w prasie niezależnej i nawet w
dokumentach pochodzących spoza Hiszpanii, takich jak relacje dyplomacji
brytyjskiej. To nie są więc żadne wiejskie plotki i legendy średniowieczne. Mamy
do czynienia z niepodważalnym faktem historycznym, który obala z hukiem ateizm.
Tak. To wszystko zdarzyło się.
Czy w obliczu takiego zmasowanego naporu faktów historycznych, które
jednoznacznie i definitywnie potwierdzają Bożą interwencję w Calandzie, ateizm
ma jeszcze jakiś sens? Żadnego.
Pierwszy raz zrobiłem coś, czego nie zrobiłem nigdy: kupiłem kilka
egzemplarzy książki Messoriego o cudzie odrośniętej nogi w Calandzie i rozdałem
tę książkę wśród rodziny i najbliższych znajomych. Innych zachęcam do tego
samego. Bóg istnieje. To pewne. Dowodów jest aż nadto. A ateizm został
ostatecznie obalony w Calandzie.
Kościół nie produkuje fejków cudów, bo z 4000 cudów w Lourdes uznał tylko 69
jako tych medycznie potwierdzonych ponad wszelką wątpliwość. Cuda eucharystyczne
też są niezależnie od Kościoła weryfikowane przez naukę. Patrz choćby cud
eucharystyczny z Lanciano i cud eucharystyczny z Buenos Aires.
Cud z Calandy nigdy nie był przez Kościół wykorzystywany i uległ wręcz
zapomnieniu. To wskazuje, że nie jest to wytwór propagandowy.
I to tyle, co chciałem wynotować z rewelacyjnej książki Vittorio Messoriego
o cudzie odrośniętej nogi w Calandzie. Moje powyższe streszczenie nie jest
wyczerpujące i siłą rzeczy jest nieco skrótowe oraz uproszczone. Materiał
zawarty w rzeczonej książce jest o wiele bogatszy. Zachęcam do przeczytania tej
książki, a nawet do zakupu jej, przy czym zaznaczam, że nie mam z tego tytułu
żadnych zysków.
Vittorio Messori, Znak dla niewierzących, Poznań 2008.