"Katechetka" (cz.1)

Autor: Piotr Andryszczak

nastepna część

W poniższej publikacji możemy przeczytać pewne świadectwo byłej już katechetki:

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.12

Ciekawe świadectwo. Jak czytamy, jako katechetka uczyła zasad wiary katolickiej, a wieczorami przygotowywała dzieci do pierwszej komunii. Jest rzeczą oczywistą, że jako katechetka musiała być odpowiednio przygotowana merytorycznie do takiego zadania. Ale po przeczytaniu dalszego jej świadectwa, pojawia się pewien problem. Albo katechetka nie znała podstaw wiary, albo ta opowieść jest czystą fikcją. Zobaczmy:

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.12
Pytania katechetki:
1. "Skoro Chrystus nas odkupił, dlaczego w dalszym ciągu umieramy?"
2. "Jeżeli dobrzy ludzie mają iść do nieba, dlaczego modlimy się, żeby Królestwo Boże przyszło?"
3. "Jeśli zostajemy przez Boga osądzeni w chwili śmierci, to dlaczego mielibyśmy później opuszczać niebo, czyściec lub piekło na Sąd Ostateczny?"

Pani katechetka nie znała odpowiedzi? Przecież to jest niemożliwe. Coś tutaj nie gra. Czy mamy tutaj jakiś ukryty cel? Co czytamy poniżej:

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.12

Podejrzewam, że cały ten tekst jest albo wymyślony, albo wykorzystany przez anonimowych redaktorów dla własnych propagandowych celów. Takie opowieści należy brać z dużą rezerwą i zawsze sprawdzać. Choćby ta opowieść pewnej pani, która odwiedziła "Oddział Międzynarodowych Badaczy Pisma Świętego" w Osace, gdzie jeden z badaczy (tak nazywano kiedyś Świadków Jehowy) powiedział, iż "Drugie przyjście Jezusa nastąpiło w roku 1914", a na dowód tego wręczył do przeczytania książkę Harfa Boża. Inna opowieść pewnego pana, który czytając również książkę Harfa Boża wydaną przez Towarzystwo Strażnica i przeglądając rozdział "Powrót naszego Pana", nie natrafił na żadną datę powrotu Chrystusa. Obydwa świadectwa są dalekie od faktów zawartych w tej książce. Mówi ona bowiem o drugim, niewidzialnym przyjściu Chrystusa na ziemię w roku... 1874.

Zobacz:

Wracając do świadectwa tej pani w Strażnicy z 1 stycznia 2014, na stronie str.12, gdzie rzekomo zadawała pytania wielu księżom, a jeden z nich odpowiedział, że "nie wie" i poprosił zwrócić się z pytaniem do biskupa, to podejrzewam, iż całe to świadectwo ma jeden cel - propagandowy.

Pokazać: iż katoliccy księża są niedouczeni, nie znają odpowiedzi na podstawowe pytania. Czy jest możliwe, iż katolicki ksiądz nie wie, co oznaczają słowa "przyjdź królestwo Twoje" w modlitwie Pańskiej? Jeśli nie księża i katecheci, to kto zna odpowiedź i może rozwiać wszelkie wątpliwości?

Propagandę dyskredytującą księży możemy przeczytać również w tej publikacji:

Strażnica 15 lipca 2014
15 lipca 2014
Strażnica 15 lipca 2014
str.19

Dalsze świadectwo pani "katechetki" nie pozostawia żadnych złudzeń. Oczywiście, że mogą to być wyłącznie Świadkowie Jehowy, no bo któżby inny:

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.12

A więc na postawione pytania nie odpowiedzą już księża katoliccy, ale Świadkowie Jehowy. Mogą nawet robić to przez trzy miesiące. Jakie to były odpowiedzi, to ani słowa w tym świadectwie, ale efekt końcowy jest najważniejszy - rozpoczęto "studium Biblii".

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.12

Aby podkreślić, że Świadkowie Jehowy uczą "prawdy", napisano, że pani sprawdzała aż w trzech przekładach Biblii. Efekt jest piorunujący. Trzy przekłady Biblii nie podważyły nauk Świadków Jehowy. Szkoda tylko, że pani "katechetka" nie napisała, co dzisiaj pozostało z "prawd biblijnych", które w tamtych czasach (lata 80-te) poznawała. Z samych publikacji Świadków Jehowy wiemy, że niektóre nauki z tamtych czasów są już dzisiaj nieaktualne. Możemy o tym przeczytać w tej publikacji:

Odnoś pożytek z teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiej
zob.
Odnoś pożytek z teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiej
wyd.2002
Odnoś pożytek z teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiejstr.38

Świadkowie Jehowy sami piszą o sobie, iż chodzą we mgle i jeszcze dzisiaj wielu spraw nie rozumieją:

Zobacz:

Jeżeli Świadkowie Jehowy nie gwarantują niezmienności swej nauki, to i obecna ich wykładnia stanie się fałszywa w stosunku do tej, która może być w przyszłości. Ale skoro Świadkowie Jehowy czekają wciąż na oświecenie, więc odpowiedzmy na te pytania postawione przez panią "katechetkę":

Pytania katechetki:
1. "Skoro Chrystus nas odkupił, dlaczego w dalszym ciągu umieramy?"
2. "Jeżeli dobrzy ludzie mają iść do nieba, dlaczego modlimy się, żeby Królestwo Boże przyszło?"
3. "Jeśli zostajemy przez Boga osądzeni w chwili śmierci, to dlaczego mielibyśmy później opuszczać niebo, czyściec lub piekło na Sąd Ostateczny?"
Katechizm wyd. 1914
wyd. 1914
Katechizm wyd. 1914 Katechizm wyd. 1914
Katechizm wyd. 1914 Katechizm wyd. 1914
Katechizm wyd. 1914 Katechizm wyd. 1914
Katechizm wyd. 1914 Katechizm wyd. 1914
Katechizm wyd. 1914 Katechizm wyd. 1914

Pytania katechetki:

1. "Skoro Chrystus nas odkupił, dlaczego w dalszym ciągu umieramy?"

Chrystu nas odkupił z grzechu Adama, a nie ze skutku tego grzechu, czyli śmierci.

2. "Jeżeli dobrzy ludzie mają iść do nieba, dlaczego modlimy się, żeby Królestwo Boże przyszło?"

Prosimy Ojca, by królował w naszych sercach przez swoja łaskę i prawo, aby Kościół rozszerzał się na cały świat i końcem początku Jego Królestwa tu na ziemi, było niebo. Królestwo Ojca jest zarazem Królestwem Syna.

Błogosławieństwa Ewangelijne Błogosławieństwa Ewangelijne
wyd.1990
Błogosławieństwa Ewangelijnestr.103 Błogosławieństwa Ewangelijne
str.104

3. "Jeśli zostajemy przez Boga osądzeni w chwili śmierci, to dlaczego mielibyśmy później opuszczać niebo, czyściec lub piekło na Sąd Ostateczny?"

Sąd szczegółowy:

1) Zaraz po śmierci człowieka dusza jego bywa sądzona przez Chrystusa Pana. Z przypowieści ewangelicznej o Łazarzu i bogaczu nielitościwym dowiadujemy się, że zaraz po swej śmierci otrzymał jeden wieczną nagrodę, a drugi wieczną karę, a więc zaraz po śmierci musiał się odbyć sąd nad nimi. Wiarę w natychmiastowy sąd po śmierci i wyrok okazuje Kościół św. w ten sposób, że zaraz po śmierci człowieka każe się modlić za jego duszę, aby z czyśćca była wybawioną.

2) Sąd ten odbędzie się w mgnieniu oka. Pan Jezus zaraz po odłączeniu się duszy od ciała, oświeci jej umysł tak, że dusza w tym świetle, w jednej chwili, przypomni sobie wszystkie swe dobre i złe myśli, słowa i uczynki całego swego życia na ziemi i równocześnie pozna wyrok na nią wydany. Wyrok ten bezzwłocznie zostanie wykonany. Dusza osądzona pójdzie albo do czyśćca, albo do nieba, albo do piekła.

Sąd ostateczny:

1) Sąd ostateczny jest potrzebny:

a) aby się okazała mądrość i sprawiedliwość Boża. Tu na ziemi nie umiemy nieraz pogodzić z Opatrznością Bożą tych rozlicznych nieszczęść, jakie spadają na jednostki i całe narody. Na sądzie ostatecznym okaże się, jak mądrze, sprawiedliwie i miłościwie Bóg wszystko urządził.
b) Aby Chrystus był wysławiony. Chrystus na sądzie ostatecznym okaże światu swą moc i swój majestat, okaże dobrodziejstwa, jakie ludzkości wyświadczył, odbierze za nie od całej ludzkości pokłon Mu należny, a nad nieprzyjaciółmi swymi odniesie zupełny triumf.
c) Aby dobrzy mieli przed całym światem chwałę, a źli hańbę i zawstydzenie. Bóg na sądzie ostatecznym zedrze maskę obłudy z ludzi złych i odkryje, ku ich zawstydzeniu i pohańbieniu, przed całym światem, całą ich nędzę moralną i ich głupotę, nieuczciwość i podłość; a odsłoni znowu dobre uczynki sprawiedliwych, ich szlachetność i wielkość duszy, ich nadmierne poświęcenia.

Sąd ostateczny opisuje nam Pan Jezus w ten sposób:

Przyjście Pana Jezusa poprzedzi ukazanie się "znaku Syna człowieczego" (krzyża), poczym ukaże się Chrystus "w obłokach niebieskich z mocą wielką i majestatem". Wyśle potem aniołów swych na wszystkie strony świata, którzy zgromadzą wszystkich ludzi już przedtem z grobu zmartwychwstałych, oddzielą złych od dobrych "jako pasterz odłącza owce od kozłów i postawi owce po prawicy swojej, a kozły po lewicy" i rozpocznie sąd.

Jakkolwiek będzie bardzo wielu ludzi do sądzenia, to jednak sąd ten potrwa bardzo krótko. Bóg oświeci dusze ludzi, a przy tym świetle wszystko złe i dobre ujawni się w nich. W tej chwili też każdy wyczyta w duszy swej i w duszy każdego z obecnych wyrok, jaki jego i ich czeka, tak, że Chrystus tylko potem głośno, słowami potwierdzi ten wyrok. Rzecze bowiem do sprawiedliwych: "Pójdźcie błogosławieni Ojca mego, otrzymajcie królestwo wam zgotowane od założenia świata". Do złych zaś powie: "Idźcie ode mnie przeklęci w ogień wieczny: który zgotowany jest diabłu i aniołom jego". "I pójdą ci na mękę wieczną, a sprawiedliwi do żywota wiecznego".

Zobacz:

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.13

Jezus Chrystus, który jest Bogiem i człowiekiem, prowadzi nas do Ojca, nie do "Jehowy":

Biblia Tysiąclecia Pallottinum Pallottinum

J 14 ,6

Biblia Tysiąclecia Pallottinum

Czy 'starsza pani' szukając "prawdy religijnej" u Świadków Jehowy modli się obecnie do Pana Jezusa?

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.13

Czy 'starsza pani' prosi Jezusa?

J 14, 14

Biblia Tysiąclecia Pallottinum

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.13

Każde zebranie w Sali Królestwa, to jest "wyjątkowe święto"? Jest możliwe, że tak to odbiera 'starsza pani'. A co pozostało w wspomnieniach po prawdziwym święcie jakim jest Eucharystia? W każdą niedzielę katolicy gromadzą się uroczyście na spotkaniu z Jezusem na "łamaniu chleba"? Przecież jako katechetka przygotowywała dzieci do pierwszej Komunii św., powinna o tym pamiętać. Co pozostało z tamtych lat?

Dz 20, 7

Biblia Tysiąclecia Pallottinum

Komentarz BP do Dz 20,7:

Biblia Poznańska Biblia Poznańska
wyd.III
Biblia Poznańska
wyd.1994
Biblia Poznańska
Biblia Poznańska Nowy Testamentstr.332
Biblia Poznańska Nowy Testamentstr.333

Czy "bracia i siostry" wyjaśnili 'starszej pani', dlaczego w niedzielę, w Salach Królestwa, zamiast "łamania chleba" jest studium publikacji Towarzystwa Strażnica? Czy "bracia i siostry" wyjaśnili 'starszej pani', dlaczego z Przekładu Nowego Świata usunięto wyrażenie "łamanie chleba" w Dz 20,7?

Zobacz:

Strażnica 1 lutego 2014
1 stycznia 2014
Strażnica 1 lutego 2014
str.13

Podany jako przykład przez 'starszą panią' werset z Ap 21,3-4, nic nie mówi o obietnicy ziemskiego raju na ziemi:

Ap 21, 3-4

Biblia Tysiąclecia Pallottinum Biblia Tysiąclecia Pallottinum

Kiedy nastąpi zmartwychwstanie (Dz 24,15), Pan Jezus przyjdzie powtórnie w chwale i zabierze wszystkich sprawiedliwych do siebie:

J 14, 2-3

Biblia Tysiąclecia Pallottinum

A do niesprawiedliwych powie:

Mt 25, 41

Biblia Tysiąclecia Pallottinum

Nagroda i kara! Ani słowa o "raju na ziemi":

Mt 13, 41-43

Biblia Tysiąclecia Pallottinum

Świadectwa:

MOJE REFLEKSJE I WSPOMNIENIA NA KANWIE ŚWIADECTWA BYŁEJ KATECHETKI

Czytając w "Strażnicy" (nr 1/ 2014) wyznania byłej katolickiej katechetki, uśmiechałem się z niedowierzaniem. Sam jestem długoletnim katechetą uczącym w szkole średniej i trudno było mi uwierzyć w prawdziwość tych słów. W pierwszym momencie pomyślałem nawet, że to zwykła propagandowa "agitka" z przesłaniem w stylu: "Księża są niedouczeni, nie znają odpowiedzi na zadawane im pytania, a właściwą odpowiedź można znaleźć tylko u Świadków Jehowy. Nawet długoletni katecheci to potwierdzają". Jeśli przyjmiemy jednak, że ta, było nie było, smutna historia, mimo wszystko jest autentyczna, to nie świadczy ona bynajmniej o rzekomej prawdziwości nauk Świadków Jehowy, a o całkowitym zagubieniu w wierze, starszej pani. Jeżeli faktycznie (jak twierdzi), uczyła dzieci religii, to czyniła to zapewne bez ukończenia studiów teologicznych, które przed laty nie były dla katechetów świeckich wymagane. Wystarczyło regularne praktykowanie wiary i pewne ogólne "przyuczenie" do katechizacji dzieci. O braku głębszego teologicznego przygotowania i zakorzenienia we własnej wierze, mogą świadczyć jej religijne poszukiwania i udział w spotkaniach zielonoświątkowców, gnostyków, czy świadków Jehowy. Te ostatnie zakończyły się dla niej konwersją. Sama zresztą przyznaje, że była bardzo zagubiona pod względem religijnym. Jej historia została najzwyczajniej wykorzystana propagandowo.
Ja również wiele zawdzięczam Świadkom Jehowy, ale mam wątpliwości, czy będą z tego powodu na tyle zadowoleni by opisać moje świadectwo w swojej "Strażnicy". Ale niech tam - piszę - może komuś się przyda.
Już jako uczeń szkoły średniej w czasach głębokiego PRL-u, toczyłem z nimi "boje słowne", bo trudno mi z perspektywy czasu, te pierwsze apologetyczne doświadczenia nazwać rzeczową rozmową. Kilka razy nawet z grupą przyjaciół, z młodzieżowego ruchu "Światło - Życie" (tzw. "Oaza"), odwiedziliśmy hotel robotniczy by "porozmawiać" z zamieszkującymi go młodymi świadkami Jehowy, którzy pracowali na pobliskiej kopalni "Nowy Wirek". Ciekawe to były dyskusje, kształtujące w nas głębszą świadomość swej wiary i umiejętność jej obrony. To właśnie Świadkom Jehowy, gorącym rozmowom z nimi, w dużej mierze zawdzięczam swoją decyzję podjęcia studiów teologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Chciałem po prostu umocnić tam swoją wiarę i poszerzyć wiedzę teologiczną wyniesioną z przyparafialnej katechizacji. Byłem wówczas nieco zły na siebie, że nie potrafię odpowiedzieć świadkom Jehowy, na niektóre, zadawane mi pytania. Chciałem to zmienić i ostatecznie zostałem... katechetą. Swoją pracę magisterską poświęciłem właśnie im - chyba byłem im to dłużny. Sporo zebranych wówczas, cennych i trudno dostępnych materiałów (również zdjęć), wykorzystałem później w swojej pierwszej książce: "Świadkowie Jehowy bez retuszu", która bardzo szybko, bo już po kilkunastu miesiącach, doczekała się kolejnego wydania.
Świadkowie Jehowy bez retuszu Świadkowie Jehowy bez retuszu
wyd.1995
Świadkowie Jehowy bez retuszu
Świadkowie Jehowy od wielu już lat unikają wizyt w moim mieszkaniu, mimo, iż nigdy wcześniej ich z niego nie wyprosiłem. Po prostu, oni nie chcą z nami rozmawiać tylko "nawracać", a kiedy widzą, że raczej nie mają na to większych szans - dają sobie spokój. Kiedy "ostatnio" (czyli gdzieś 5 - 6 lat temu), jakaś zabłąkana para zapukała w sobotę do mych drzwi, nie miałem akurat czasu na rozmowę. By jednak nie odprawić ich z niczym, "wcisnąłem" im (i to dosłownie) swoją książkę, umawiając się z nimi za miesiąc, w celu jej omówienia. Wywijali się jak mogli przed jej przyjęciem (nigdy nie biorą od ludzi polemicznej literatury, zaś swoją chętnie nam zostawiają), jednak autorowi jakoś nie wypadało im odmówić, tym bardziej, że mieliśmy przecież o niej rozmawiać.
W umówionym terminie nie przyszli, co jakoś specjalnie mnie nie zdziwiło. Szkoda mi jednak było pozbywać się książki (która jest już dziś trudno dostępna), więc popytałem o nich kilku młodych świadków Jehowy, uczniów szkoły, w której do dzisiaj katechizuję. Obiecali, że zapytają w zborze. Słowa dotrzymali, gdyż już na drugi dzień znalazłem swoją książkę chyłkiem podrzuconą do skrzynki na listy, którą mam przy drzwiach.
Może ktoś zapytać, czy jest jakiś sens dyskutować ze świadkami Jehowy? Jeżeli wcześniej będziemy do tej rozmowy dobrze i przygotowani, to tak. Trzeba nam siać dobre ziarno Bożego Słowa, a Duch Święty sprawi, że w wielu przypadkach, prędzej czy później ono zakiełkuje. Inna kwestia, że najczęściej my nie będziemy mieli okazji tego zobaczyć. Ale czy musimy? Autentycznie ucieszyły mnie słowa pewnego świadka Jehowy, który po konkretnej, rzeczowej dyskusji (na umówiony wcześniej temat o boskości Ducha Świętego), w przypływie szczerości wyznał: Ale wbił mi Pan klina z tym Duchem Świętym. Zapytam starszych i za kilka dni dam Panu odpowiedź. Od tego wyznania minęło już ponad ćwierć wieku i ciągle czekam. Czyżby starsi ciągle szukali odpowiedzi?
Raz tylko miałem okazję cieszyć się i to niemal natychmiast, z owoców zasianego wcześniej ziarna prawdy Bożego Słowa. Młoda rodzina, która "jedną nogą" była już u Świadków Jehowy (ich 9-cio letni syn przestał chodzić na moją katechezę, a młodsza córka miała nie przystąpić do I Komunii Św.). Po wręczonej im za pośrednictwem ich syna, polemicznej literatury i późniejszej, uzupełniającej temat dyskusji przy kawie, rodzina ta wróciła do wspólnoty Kościoła. Jednocześnie zerwali oni wszystkie swoje kontakty ze Świadkami, którzy już całkiem ich "troskliwie osaczyli". To cieszy i utwierdza w przekonaniu, że warto rozmawiać.
Na koniec tych refleksji jeszcze jeden przykład pokazujący, iż warto mieć również pewną wiedzę o stosunkowo krótkiej, bo sięgającej XIX w., i kontrowersyjnej historii Świadków Jehowy, usianej licznymi zmianami poglądów1 , czy fałszywymi proroctwami mówiącymi o końcach świata. Złośliwi mówili o tym nawet: "Co trzy lata koniec świata" i mieli sporo racji. Był zatem rok 1994, kiedy z grupą znajomych (dobrze znających historię i doktrynę Świadków Jehowy), postanowiliśmy odwiedzić ogólnopolską centralę Świadków Jehowy w Nadarzynie k. Warszawy. Zaskoczeni naszą wizyta gospodarze, z nieskrywaną dumą oprowadzali nas po swoim kompleksie. W pewnym momencie doszliśmy do biblioteki, zawierającej min. ich archiwalną, często przedwojenną literaturę. Zaczęliśmy przeglądać te stare, często unikatowe już publikacje, kiedy towarzyszący nam Piotr Andryszczak przeglądając ich starą książkę pt "Harfa Boża" z udawanym nieco zdziwieniem głośno zawołał: Patrzcie - tu jest wizerunek Jezusa na krzyżu!
Harfa Boża Harfa Boża
wyd.1929
Harfa Bożastr.114
Oczywiście doskonale wcześniej wiedział, że na str. 114 znajduję się całostronicowa ilustracja ukrzyżowanego Chrystusa. Co później się działo... Do dzisiaj pamiętam zaskoczoną minę Przewodnika oprawadzającego nas po całym ośrodku. W każdym razie zostaliśmy "grzecznie" wyproszeni na zewnątrz, a swobodny dostęp do nadarzyńskiej biblioteki, został dla późniejszych zwiedzających całkowicie zamknięty. Chyba nasza wizyta dała im do myślenia, gdyż nie chcieli wierzyć, że jesteśmy katolikami i tak dobrze znamy ich historię, doktrynę i zaistniałe w niej liczne zmiany. Byli przekonani, że jesteśmy jakimś odłamem Badaczy Pisma Świętego2
To tylko kilka wybranych przykładów, moich licznych kontaktów ze Świadkami Jehowy. Ja jednak - w przeciwieństwie do zagubionej w wierze starszej hiszpańskiej katechetki, jestem świadomy swej wiary i staram się jej bronić, w bezpośredniej rozmowie, artykułach czy innych publikacjach. Ona zaś w swoich poszukiwaniach zabłądziła - nie mnie ją osądzać. Nie podoba mi się jednak wykorzystywanie, jej bardziej czy mniej świadomego wyboru, do celów czysto propagandowych. Za bardzo "pachnie" mi to zwykłą, nieco przesłodzoną manipulacją - nie pierwszą jednak w wydaniu "Strażnicy".

1. M.in. dawniej chwalili transfuzję krwi - teraz całkiem ją odrzucają. Uznawali też śmierć Jezusa na krzyżu (krzyż był nawet w ich herbie), teraz uczą o śmierci na palu.

2. Po śmierci Charlesa Russella będącego założycielem Badaczy Pisma Świętego, w ruchu nastąpił kryzys. Jego następcą na stanowisku prezesa Towarzystwa Strażnica został mianowany w 1917 roku Joseph Franklin Rutherford. Znaczna część Badaczy odrzuciła ten wybór, uważając siebie za prawdziwych zwolenników idei i myśli Russella. W efekcie doszło do rozłamów. Kilka grup które się wówczas wyłamało do dzisiaj działa w naszym kraju. Są to m.in. Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego, Zrzeszenie Wolnych Badaczy Pisma Świętego czy Świecki Ruch Misyjny "Epifania". Z kolei grupa związana z Rutherfordem w lipcu 1931 roku zmieniła nazwę ze Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego na Świadkowie Jehowy. Wszystkie grupy badackie (ze Świadkami Jehowy włącznie), uważają się za jedynych i prawowitych spadkobierców myśli założyciela i nie współpracują ze sobą

Katecheta
mgr teol. Grzegorz Fels, Ruda Śląska


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W kilku słowach chciałbym się odnieść do zarzutów stawianych przez hiszpańską ex katechetkę. Wypowiedziane przez nią słowa zdają się być poważnym oszczerstwem skierowanym nie tylko w stronę księży katolickich, ale również w stronę świeckich katechetów. Chcąc zostać księdzem musiałem ukończyć 6 lat naprawdę niełatwych studiów. Wysłuchałem w tym czasie wielu interesujących wykładów, wśród których nie zabrakło również i tych związanych z naszym życiem wiecznym. Eschatologia to istotna część podejmowanego studium teologicznego. Z nadmienionego przedmiotu, studenci muszą wysłuchać 30 godzin wykładów + 15 godzin tzw. ćwiczeń, co łącznie daje aż 45 godz. Biorąc pod uwagę ratio studiorum przewidziane dla kleryków Wyższych Seminariów Duchownych, to naprawdę sporo czasu poświęca się eschatologii. Wśród tematów podejmowanych w czasie wykładów, poruszany był także problem przyjścia Bożego Królestwa i nie sądzę żeby ktokolwiek kończący studia teologiczne nie potrafił udzielić na stawiane przez "katechetkę" pytania związane z tą problematyką. Radziłbym bym też osobom bardziej zainteresowanym tematem, sięgnąć po książkę J. Ratzingera "śmierć i życie wieczne", gdzie znajdziemy bardzo rzetelny komentarz odnośnie do pytań podejmujących kwestie eschatologiczne naszego życia. Jeszcze raz pragnę podkreślić, że stawiane przez katechetkę zarzuty zdają się być naprawdę bezpodstawne i oczerniające ludzi którzy kończą studia teologiczne.
Z wyrazami szacunku
Ks. Łukasz Kwieciński, par. św. Jacka, Gliwice-Sośnica
nastepna część

Powrót do strony głównej
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2017