C. T. Russell pedofilem?

Autor: Jan Lewandowski, napisano: 2003-09-04

"Co łączyło Charles’a Taze Russell’a z niejaką Rose Ball?"

W biografii Charlesa Taze Russella, uważanego przez Świadków Jehowy (i nie tylko) za założyciela ich religii, istnieje zagadnienie romansu jaki w trakcie swego małżeństwa miał on z niejaką Rose Ball. Rose Ball miała tylko ok.11 lat i trudno się nie domyśleć, że sprawa ta przysporzyła pastorowi Russellowi nie tylko kłopotów z żoną. Z powodu wieku Rose Ball posądza się dziś Russella również o pedofilię[1]. Nie przesądzając o tym, jak to było w tej sprawie naprawdę, ograniczę się do przedstawienia (wraz z minimum niezbędnego komentarza) wszystkich dostępnych mi danych historycznych w tej kwestii, aby Czytelnicy mogli sobie wyrobić własną opinię w tym zakresie.

James Penton, kanadyjski religioznawca napisał w swej książce pt. Apocalypse delayed (Toronto 1985) o Marii Russell, żonie Russella:

“Maria stała się głęboko zazdrosna z powodu uwagi jaką jej mąż okazywał innym kobietom włącznie z Rose Ball, nastoletnią dziewczynką, którą państwo Russell traktowali niemalże jak przybraną córkę” (str. 35-36; por. też E. Bagiński, Świadkowie Jehowy pochodzenie historia wierzenia, Kraków 1997, str. 51).

29 października 1911 roku gazeta „Brooklyn Daily Eagle” opublikowała artykuł w którym przytoczono zeznania sądowe Marii Russell z 1906 roku na temat romansu jej męża z Rose Ball. Tekst wspomnianego artykułu można znaleźć w sieci pod adresem:
https://www.watchtowerlies.com/was_charles_taze_russell_a_pedophile_or_an_adulterer_the_rose_ball_case.html

Za tym tekstem podam dalej fragmenty zeznań Marii Russell na temat romansu jej męża z Rose Ball. Oddajmy więc głos Marii Russell, która zeznała o tym co zdarzyło się pewnego wieczoru w domu Russellów:

„(...) spędzałam ten wieczór na dole czytając i około dziesiątej weszłam na górę, do siebie do pokoju, myśląc sobie: on [Russell – przyp. JL] jest pewnie jeszcze w bibliotece, albo już stamtąd wyszedł. Poszłam tam, lecz nie było go nigdzie, więc zeszłam do holu i tam go znalazłam, siedzącego w swym wieczornym szlafroku przy łóżku panienki Ball, która leżała w tym łóżku. Powtarzało się to wielokrotnie, często byłam świadkiem tego jak on tam chodził, gdy ona go wołała, kiedy nie czuła się dobrze. Sprzeciwiałam się temu jako czemuś bardzo niewłaściwemu mówiąc pewnego razu: „W naszym domu jest wiele ludzi, jaka przylgnie do tego domu opinia jeśli będą działy się tu takie rzeczy?” Bardzo się wtedy rozzłościł”.

Maria zeznała także:

„Często znajdywałam go [Russella – przyp. JL] zamkniętego w pokoju służących dziewcząt”.

Sąd spytał Marii, czy mąż próbował jej to wyjaśnić. Odpowiedziała, że nie, że znów się tylko rozzłościł. Maria więc powiedziała, że nawet jeśli ona nie podejrzewa go o nic złego, to przecież ludzie mogą zacząć coś podejrzewać i zaszkodzi to ich wspólnej opinii.

Jak dotąd w zeznaniach Marii nie można znaleźć nic co by jednoznacznie wskazywało na jakąś winę Russella. Można Russellowi zarzucić tylko nieco niestosowne zachowanie jakie niezbyt pasuje mężowi w oczach jego żony. W zeznaniach Marii było jednak jeszcze coś. Twierdziła ona bowiem, że poza tym iż Russell często przebywał sam na sam z Rose, istniały tez sytuacje, w których mówił do niej i okazywał jej czułość za pomocą daleko idących gestów budzących już o wiele bardziej uzasadnione podejrzenia żony. Podejrzenia o tyle uzasadnione, że te rzeczy działy się wtedy gdy Marii nie było w domu i dowiedziała się o tym dopiero od samej Rose Ball. Maria zeznała na ten temat następująco:

„Powiedziała mi, że gdy pewnego wieczoru wróciła z nim do domu, tuż przed tym nim weszli do holu – było to późnym wieczorem ok. 11 – objął ją swymi ramionami i pocałował. Było to w przedsionku, nim weszli do holu. Nazwał ją wtedy również jego małą żoną, na co ona odpowiedziała mu – „nie jestem twoją żoną”. On odpowiedział jej więc: „będę nazywał cię córką, a córka ma prawie te same przywileje co żona”.

Następnie, Russell miał dodać:

„Jestem jak meduza. Pływam sobie tu i tam. Dotykam jednej, dotykam drugiej, i jeśli któraś mi odpowie zabieram ją do siebie, jeśli nie, płynę do innych”.

Maria zeznała na temat przytoczonych słów męża o meduzie, mówiąc iż Rose Ball:

„zapisała to, dlatego dobrze pamiętałam te słowa gdy rozmawiałam z nim [Russellem – przyp. JL] o tym. Przyznał mi się zresztą, że powiedział te słowa”.

Następnie Maria dodała przed sądem iż w końcu przemogła się i porozmawiała z mężem o wszystkim co powiedziała jej Rose Ball. Zgodnie z zeznaniem jej samej, Maria miała powiedzieć do męża:

„Rose powiedziała mi, że byłeś w bardzo intymnych sytuacjach z nią, że miałeś w zwyczaju tulić ją, całować, że siedziała ci na kolanach i dochodziło do pieszczot. Powiedziała mi też, że prosiłeś ją o to aby pod żadnym warunkiem nie mówiła mi o tym, lecz w końcu nie mogła dłużej trzymać tego w tajemnicy”.

Russell miał odpowiedzieć żonie na to tylko tyle, że przeprasza, co Maria opisała tymi słowy:

„Powiedział, że mu przykro, że to wszystko prawda, jednak naprawdę jest mu przykro. Powiedział też, że nie chciał nikogo skrzywdzić. Powiedziałam: „nie rozumiem jak mogłeś robić coś takiego nie mając zamiaru nikogo zranić”.

Tyle Maria Russell i jej zeznania sądowe. Tekst sądowego zeznania Marii Russell na temat Rose Ball przytacza również Herbert Hewitt Stroup w swej książce pt. The Jehovah’s Witnesses, New York 1945, str. 9-10.

W zeznaniach tych warto podkreślić kilka elementów. Pierwszą istotną rzeczą jest to, że Russell obejmował i całował Rose Ball w kontekście nie jakiejś „ojcowskiej czułości”, skoro z jego wypowiedzi wynika iż swoją relację z Ball traktował jako relację małżeńską (nazywał ją „małą żoną”). Drugą istotną rzeczą na którą warto zwrócić uwagę jest okoliczność, zgodnie z którą wiemy, że Russell przepraszał żonę za to co „wyrabiał” z Rose Ball. Gdyby w tym co robił naprawdę nie było nic zdrożnego, Russell nie czułby się winny. I wreszcie po trzecie, warto zwrócić uwagę też i na to, że Russell zakazał tego, aby Ross Ball mówiła jego żonie o tym co się między nim a Ball dzieje. Jeśli to co działo się między Russellem a Rose Ball nie było niczym złym, i była to jedynie „czułość” przybranego ojca, to czemu Russell zakazał o tym mówić swej żonie i sam potem czuł się winny z tego powodu?

Co z problemem wspomnianych zeznań robi dziś Towarzystwo Strażnica i spadkobiercy idei Russella, jakim zależy na jego dobrej opinii? Wobec tak poważnych oskarżeń nie pozostają oni rzecz jasna bierni. Nawiązując wyraźnie (choć do samej Rose Ball imiennie nie nawiązano) do powyższych zeznań Marii Russell z 1906 roku Towarzystwo Strażnica twierdzi w swej książce pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego (Brooklyn 1995, str. 646), że sama Maria Russell odpowiadając na pytanie sądu o to, czy jej mąż dopuścił się cudzołóstwa, odpowiedziała – „nie”. Wedle wspomnianej książki również sędzia Macfarlane miał oświadczyć, że w protokołach sądowych ze sprawy Russellów nie znajduje się oświadczenie, iż Russell był cudzołożnikiem. Sąd miał też usunąć z protokołu pewne oświadczenia wykorzystywane przez przeciwników do udowadniania Russellowi niemoralnego prowadzenia się, natomiast sama Maria Russell miała też nie podtrzymywać takich zarzutów przed komitetem chrześcijańskim złożonym ze starszych zajmujących się sprawą ich konfliktu małżeńskiego. Dla Towarzystwa Strażnica „dowodem” tego, że Russell nie cudzołożył był bukiecik konwalii jaki Maria położyła na trumnie męża na jego pogrzebie. Ów bukiecik konwalii zawierał wstążkę z napisem „Ukochanemu Mężowi” (por. Świadkowie Jehowy głosiciele...., str. 646).

Jednakże, kontrargumenty te wydają się być bałamutne i trzeba stwierdzić, że Towarzystwo Strażnica obala tu jakieś urojone zarzuty, sprawiając jedynie pozory dawania objaśnień względem czegokolwiek w tej sprawie. Po pierwsze zauważmy, że nikt nie mówi w tej sprawie de facto o cudzołóstwie. Maria Russell nie mogła przyznać przed sądem, że Russell jest cudzołożnikiem, bowiem – jak widzieliśmy z powyższych jej zeznań przed sądem - Maria mu tego po prostu nie zarzucała w sprawie Rose Ball. Słownik języka polskiego pod redakcją M. Szymczaka (Warszawa 1978, tom I [A-K], str. 314) podaje pod hasłem cudzołóstwo:

„stosunek płciowy z cudzą żoną lub cudzym mężem”.

W zeznaniach Marii nie było nawet mowy o czymś takim, skoro zeznała ona iż wiadomo jej tylko o intymnych pieszczotach między Rose Ball a jej mężem. Następnie, powoływanie się Towarzystwa Strażnica na napis „Ukochanemu Mężowi” na wstążce bukieciku pogrzebowego również nie może niczego dowodzić, i takie „argumentowanie” jest wręcz żałośnie śmieszne. Maria mogła kochać męża pomimo zdrady, mogła nawet wybaczyć mu zdradę (jeśli taka była), stąd taki napis o niczym nie przesądza. Towarzystwo Strażnica stawia sprawę tak, jakby Maria napisała na tym bukieciku „Wiernemu Mężowi”. Maria jednak tak nie napisała.

Ponadto, istnieje też nie bezpodstawna opinia, że Maria Russell nie chciała oskarżyć Russella o cudzołóstwo, bowiem to pociągnęłoby za sobą konieczność rozwodu i wtedy Maria nie otrzymałaby alimentów od męża (por. Zenon Marzec, Metody działania i przyczyny sukcesów świadków Jehowy, Kraków 2000, s. 10). Maria Russell zeznała przed sądem, że Russell proponował jej separację i w zamian za zgodę na to miała ona otrzymać na własność dom w jakim mieszkali (por. J. Penton, Apocalypse...., str. 36; por. też Świadkowie Jehowy głosiciele….., str. 645, gdzie czytamy o tym, że Russell rzeczywiście zapewniał żonie mieszkanie).

Co do spraw rozwodowych (czy separacyjnych) w sądzie to wiadomo, że obie strony często tak preparują swe zeznania, aby wynegocjować między sobą jak najwięcej na zasadzie coś za coś, odstępując od pewnych, nawet wcześniej wyrażanych roszczeń. Towarzystwo Strażnica niczego więc tak naprawdę nie dowiodło w swej powyższej książce, twierdząc iż Maria nie wszystko chciała powiedzieć, a pewne sformułowania zostały później usunięte z protokołu.

Czy odnośnie wyżej przytoczonych zeznań Marii Russell można jakkolwiek potwierdzić i wykluczyć, iż jest to tylko wroga propaganda? Wydaje się, że tak, bowiem o dziwo, nawet niektórzy współcześni zwolennicy i wyznawcy idei religijnych stworzonych przez Russella nie zaprzeczają wyżej przytoczonym zeznaniom Marii Russell, pośrednio i bezpośrednio je potwierdzając. Np. Julian Grzesik, również broniący Russella przed zarzutem cudzołóstwa, w swej książce pt. Historia Ruchu Badaczy Pisma Świętego (Lublin 1999) potwierdza, iż wyżej wspomniane i bardzo istotne dla naszych rozważań powiedzonko Russella o meduzie miało miejsce, skoro Maria rzeczywiście zeznała o tym przed sądem:

„Właściwym jest, że sąd zaprzestał rozpatrywania incydentu »meduzy«, w sprawie którego pani Russell złożyła oświadczenie” (str. 339; o „incydencie meduzy” patrz też J. Penton, Apocalypse...., str. 42).

Inny ze współczesnych zwolenników i niezależnych od Towarzystwa Strażnica spadkobierców idei Russella potwierdza dalsze najistotniejsze punkty z wyżej przytaczanych zeznań Marii Russell. Raymond G. Jolly w swym tekście pt. Szkic autobiograficzny, opublikowanym na łamach czasopisma „Teraźniejsza Prawda” (nr 305 z 1979 roku, str. 75) pisał, iż w jednym ze swych przemówień na temat Russella (które wygłaszał on przed pewnym audytorium) przyznał, że Maria Russell rzeczywiście przyłapała swego męża na tym, jak całował Rose Ball i trzymał ją za rękę. Wśród audytorium miało zawrzeć, gdy o tym usłyszeli. Wtedy Jolly „dla uspokojenia” dodał, że przecież Rose Ball była tylko dzieckiem, ponieważ miała od 10 do 13 lat, więc między Russellem a Ball na pewno nie mogła zajść relacja typu seksualnego. Takie postawienie sprawy kompletnie nie uwzględnia faktu, że między Russellem a Ball mogła zajść relacja taka sama jak między pedofilem a jego ofiarą, nie uwzględnia też faktu, że żona Russella również wiedziała ile lat ma Ball, a mimo to nie pozbawiło jej to niepokoju w tej sprawie. Przytoczony przeze mnie artykuł z czasopisma „Teraźniejsza Prawda” jest jednak o tyle bezcenny, że prawie bezpośrednio potwierdza on najbardziej istotny punkt zeznań Marii Russell, w których twierdziła ona, że Russell całował i pieścił się z Rose Ball.

W wyżej przytaczanych zeznaniach Marii Russell pojawił się też wątek, w którym twierdziła ona, że Russell zamykał się na klucz z dziewczętami. Wyżej cytowany Grzesik potwierdza, iż ze strony Marii Russell padł w sądzie taki zarzut (Grzesik, Historia Ruchu......, str. 339). Zdaniem Grzesika zarzut ten jest bezpodstawny, co jednak nie zmienia faktu, że jest to trzecie niezależne potwierdzenie tego, iż wyżej przytaczane za „Brooklyn Daily Eagle” zeznania sądowe Marii Russell nie są nieautentyczne.

[1] Zarzut pedofilii stawia się C. T. Russellowi np. na witrynach internetowych:


Powrót do strony głównej
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2018